Welcome To Nowe Las Vegas – Recenzja

Fenomenu Welcome To można nie rozumieć, ale trzeba przyznać, że gra jest jedną z bardziej popularnych gier w swoim gatunku. Na wielu graczach zrobiła spore wrażenie, do tego stopnia, że dorobiła się licznych minidodatków, wiosennego, Wielkanocnego, postapo… A w nowej odsłonie przeniesie nas do Las Vegas.

Welcome to Miasteczko Marzeń podbiło wiele planszowych serc. Dość proste zasady, estetyka wykonania, oryginalna mechanika – wszystko to sprawiło, że pierwsza część tej serii okazała się wielkim sukcesem. Jak to będzie z sequelem?

Welcome to Nowe Las Vegas to bardziej rozbudowana wersja Miasteczka Marzeń. Ale czy więcej, znaczy lepiej?

Główne założenie gry jest takie samo – mamy trzy stosy kart, z każdego odsłaniamy jedną, co daje nam trzy pary kart do wyboru podczas rundy. W oryginale wybieraliśmy jeden zestaw, wpisywaliśmy numer domu na planszy i wykonywaliśmy prostą akcję z drugiej karty. W tym wypadku sytuacja się komplikuje, gdyż akcje z kart są dużo bardziej rozbudowane.

Poprzednio stawialiśmy płoty, zwiększaliśmy liczbę punktów za osiedla, dublowaliśmy numery domów. W tej wersji gry jeździmy limuzyną, bierzemy kredyty, budujemy nowe kasyna, mamy na uwadze gdzie balują VIPy a gdzie mafia. Trzeba mieć rękę na pulsie, obserwować zapełnianie się pionowych alei, przy czym cały czas rzucając okiem na trzy cele. Uff, jest tego sporo.

WYKONANIE

Tak jak przy pierwszej wersji, nie mam czego się doczepić, chociaż Matt znalazł coś, co mu się nie podoba – grafika na kartach ma sprawiać wrażenie ‚wytartej’ i zużytej, i też tak jest, do tego na tyle realistycznie, że niektórych może to irytować. No i fakt, że tym razem używamy dwóch kartek na gracza na rozgrywkę, i jeden róg trzeba zagiąć, więc o laminowaniu nie ma mowy – oczywiście można jakoś to obejść domowymi spodobami, no i można użyć drugiej strony kartki przy kolejnej rozgrywce. Tak czy inaczej, wszystko jest bardzo dobrej jakości, i pozostaje w podobnym schemacie kolorystycznym jak pierwsza część – stonowane, pastelowe kolory. Tu jeszcze problemem może być zakreślanie wielu rzeczy na planszy podczas rozgrywki i może wydawać się ona zatłoczona, bo mamy nie tylko ulice, aleje, fontanny, pieniądze, ale też neony, pola golfowe i altany.

ATMOSFERA PRZY STOLE

Gra nadal pozostaje takim ‚każdy sobie’ z elementami wyścigu o trzy cele, plus uzupełnianie alei, co daje dodatkowe punkty. W Nowym Vegas jest dużo więcej matematyki niż w Miasteczku Marzeń i sporo rzeczy do śledzenia. Trochę dłużej może niektórym zająć podjęcie decyzji, bo są one trudniejsze. O ile pierwsza część była fajnym przerywnikiem między większymi tytułami, sequel może dać popalić zwojom bardziej niż byśmy tego chcieli. Nie mówię, że jest to ciężki tytuł, ale w kategorii roll & write jest na pewno po tej bardziej skomplikowanej stronie, nie dając wiele atmosfery ani interakcji.

REGRYWALNOŚĆ

To na pewno jest plus. Przy takiej ilości decyzji do podjęcia i losowości kart, za każdym razem będziemy zmuszeni przyjąć inną strategię. Pytanie tylko, czy będziemy tak chętnie sięgali po ten tytuł. Jak wspomniałam wcześniej, Nowe Las Vegas nie jest tak lekkie jak Miasteczko Marzeń, spędzicie przy nim na pewno więcej czasu i obudzicie więcej szarych komórek. Jednym to bardzo pasuje, innym trochę mniej – nawet u nas w domu zdania są podzielone. Ja pozostanę raczej przy poprzedniczce, podczas gdy Matt preferuje nową wersję, bo pojawia się w niej też swoisty element push-your-luck. Na początku decydujemy czy chcemy na koniec gry dostać dodatkową kasę czy nie, i w zależności od tego, co wybrali wszyscy gracze, dostaniemy coś lub nic. Nie wiemy zatem czy branie kredytów jest bezpieczne i czy warto ryzykować, no ale jak to mówią, no risk, no fun.

TRUDNOŚĆ I CZAS

Tyle o tum mówię, że wyjdzie na to, że jest to trudny tytuł. Nie, nie jest, ale moim zdaniem jest ciut przekombinowany. Trzeba mieć oko na wiele małych szczegółów i rękę na pulsie, bo ścigamy się już nie tylko o cele, ale też aleje. Rozgrywka niekoniecznie będzie dłuższa niż Miasteczko Marzeń, bo licznik startuje na początku i może być przesuwany szybciej niż niektórzy gracze by tego chcieli, gdyż daje to możliwość wykonywania bonusowych akcji – tak, jeszcze więcej akcji. Jeśli nie graliście w Miasteczko Marzeń i jesteście raczej początkującymi graczami, to odradziłabym Nowe Las Vegas dopóki nie spróbujecie poprzedniczki. Jeżeli jednak od roll & write’ów szukacie czegoś więcej, to ta pozycja może Was zadowolić.

OSTATNIE SŁOWO

Na naszym stole Nowe Las Vegas spotkało się z bardzo różnymi opiniami. Ci, którzy grają tylko i wyłącznie w mózgożerne eurasy, bardzo polubili Las Vegas. Ci, którzy raczej nieczęsto sięgają po planszówki przerazili się ilością zasad w tym małym pudełku. Ja jestem pośrodku. Zagram, jeśli wszyscy inni będą chętni, ale sama raczej zaproponuję Miasteczko Marzeń.

Dla mnie gry roll & write to fillery, a od tych wymagam prostych zasad (czasem nawet banalnych), szybkiej rozgrywki i relaksu. Nowe Las Vegas tego nie daje. Jeśli chcę czegoś cięższego, a mam do dyspozycji tylko ołówek, to czemu nie.

0 Udostępnień