Small World of Warcraft – Recenzja

Nie wiem czy są jeszcze osoby, którym trzeba przedstawiać Small World i World of Warcraft. Oczywiście, nie wszyscy mieli okazję spróbować rozgrywki ani w jedno, ani w drugie, ale nazwy na pewno obiły się o uszy. Co w takim razie powstało z połączenia dwóch klasyków?

Podstawowy Small World wszedł na rynek 11 lat temu i dość szybko stał się familijnym hitem. To lekkie area control zapewniało dobrą zabawę przy minimalnym zaangażowaniu. Oczywiście, nie wszystkim. Ja na przykład nigdy nie byłam fanką tego tytułu. No i tak nie licząc się z moim zdaniem, rodzina Small World powiększała się o dodatki. Coraz więcej frakcji w chaotycznej naparzance o terytorium. Kolorowo, zabawnie, prosto.

Jedyne, co może pozostawiało do życzenia to rasy, takie ogólne frakcje fantasy, Elfy, Krasnoludy, Giganci… Ale to zostało ukryte pod dość oryginalną kołderką mechaniki. W grach tego typu z reguły mamy jedną frakcję na gracza, do której się przywiązujemy, i którą chcemy prowadzić do zwycięstwa. W tym przypadku nie ma co się przyzwyczajać, bo w całej rozgrywce nasze rasy będą się zmieniać częściej niż zasady we Fluxx. Nasze imperia będą się wznosić, zdobywać tereny, po czym upadać, robiąc miejsce na nowe.

Każd rasa idzie w parze ze specjalną umiejętnością – losowo dobraną, co dodaje regrywalności, a także losowości.

To teraz o drugiej części tytułu. World of Warcraft to gra online w stylu rpg przeznaczona dla wielu graczy (multiplayer). Ten klasyk ma już 16 lat i gigantyczną bazę fanów. W grze możemy wybrać jedną ze stron – Hordę lub Przymierze, albo pokojowych Pandarenów. No dobrze, mimo, że niektórzy z Was pewnie grają w gry wideo, nie o tym tu będzie.

Small World i World of Warcraft postanowiły połączyć siły, zachowując przy tym większość mechaniki gry planszowej, jak i wiernie odwzorowywując umiejętności frakcji z WoW. Nie dość, że różne rasy mają przypisaną przynależność do jednej ze stron (mamy też Pandarenów), to na przykład Koboldy używają podziemnych tuneli, a Nagi okupują tereny wodne, których nikt inny nie może ruszyć.

Dużą zmianą między oryginalnym Small World a tym najnowszym jest plansza, a właściwie jej brak. W zamian dostajemy dwustronne planszetki wysp, których używamy w randomowych konfiguracjach w zależności od liczby graczy. To daje trochę więcej do myślenia – czy chcemy opanować jedną wyspę, czy lepiej się rozprzestrzenić? Wiele zależy od naszej frakcji i ich specjalnych umiejętności. Dodatkowo na niektórych polach znajdziemy artefakty dające bonusy dopóty, dopóki znajdują się one na naszym terenie.

Wszystko to sprawia, że Small World of Warcraft ma trochę więcej głębi niż sama podstawka oryginału, ale jeśli posiadacie dodatki, to nie znajdziecie tu wielu niespodzianek.

Ok, to może tym zdaniem zacznę o minusach, choć jest ich niewiele. Jednym z problemów, które pojawiły się u nas była przynależność do Hordy lub Przymierza, kiedy to jedno z nad grało Orkami. Orkowie, jako zrzeszeni z Hordą, dostają punkty za eliminowanie zwolenników Przymierza. Co jednak jeśli nikt nie gra Przymierzem? Ale podkreślę, ten problem pojawił się tylko przy dwuosobowej rozgrywce, co sprawia, że nie mogę polecić tej pozycji do grania stricte w dwie osoby.

Jeśli jednak macie grupę 3-5 osób, które nie chcą inwestować całego wieczoru i połowy szarych komórek w grę typu area control, to Small World jest całkiem dobrym wyborem. Tylko który? No właśnie. Powtarzam, mając podstawkę i dodatki wersja WoW raczej nie zrobi na nas wrażenia. Mając tylko oryginalną podstawkę, wersja WoW jest moim zdaniem lepsza, u nas na półce zostanie.

Grę otrzymaliśmy dzięki uprzejmości 

0 Udostępnień