Po Połowie

Niby ten czas zaiwania jak przy dobrej planszówce, a z drugiej strony ciągnie się jak tura w Trismegistusa z kimś cierpiącym na analysis paralysis. Nigdy takiego podsumowania nie pisałam, ale coś mi mówi, że może warto zacząć. Usiądźcie wygodnie, szykują się dłuższe wypociny.

Mam w tle otwarte trzy taby, Instagram, Youtube i blog, i patrzę co ja tam narobiłam przez te ostatnie pół roku. Zobaczymy, ile nowości nadal mamy na półce. Będzie o planszowym światku, o wzlotach (jak Mewy) i upadkach (jak kamienie). Na pewno będzie o kilku miesiącach w zamknięciu, o grach video, będzie o pracy, o zdrowiu psychicznym. Może nawet na koniec wrzucę listę jakichś filmów, seriali, utworów wartych polecenia. Dla każdego coś dobrego.

GRY PLANSZOWE (wszystko zalinkowane do BGG)

2020 zaczęłam omówieniem gry First Contact, czyli nowatorskiej gry słownej, w której staramy się odgadnąć starożytny język. Coś jak film Nowy Początek. Warte uwagi, nadal z nami jest.
Zaraz potem wpadło mi w ręce demo Eila and Something Shiny. Nie porwała mnie niestety, mimo świetnego wykonania. Kilka dni temu przyszedł do mnie drugi rozdział tej gry, który wraz z poprzednimi rozegraliśmy LIVE. Nadal mamy mieszane uczucia, ale jeśli Wam się spodoba, to jest w tej chwili na KS.
The Isle of Cats jest następna. Piękny Kickstarter o układaniu kotów na łódce i karmieniu ich rybami. Nic nowatorskiego, ale fajna, rodzinna rozgrywka. No i koty, więc wiadomo, że została.
Tu wielki hit, Clank! Legacy, którego będę bronić rękoma i nogami. Świetna implementacja tematu, fuzja tego co najlepsze z podstawki Brzdęku oraz tego w kosmosie.
Potem były trzy małe gry, Conspiracy Abyss, Men at Work i Trails of Tucana. Wszystkie trzy językowo niezależne, wszystkie tak różne od siebie. Pierwsza to karcianka z mechaniką set collection, druga to zręcznościówka o tematyce budowlanej, a trzecia to roll&write, w który możecie pograć za darmo – wystarczy ściągnąć planszetkę i znaleźć rozgrywkę na moim kanale.
Tu przyszły Kroniki Zbrodni z serii Millenium, abyśmy ograli jeden scenariusz (1400) i podzielili się opinią na Kickstarter.
Potem przyszła najlepsza jak do tej pory gra o Harrym Potterze – Death Eaters Rising, która teraz może czuć się zagrożona, bo za chwilę dotrze do nas House Cup Competition.
No i zawitał Marzec z jego wszystkimi wirusami i kwarantannami, ech co to był za miesiąc. Ale ja go rozpoczęłam Dominations, grą cywilizacyją, w której bardzo mało słychać, a szkoda. Jest sporo móżdżenia i matematyki, do tego świetne wykonanie i implementacja tematu, plus nowatorska mechanika.
Następnie pojawiło się Awkward Guests, które wyjdzie w Polsce za pośrednictwem wydawnictwa, które poprosiło mnie o dyskrecję. Ale jest na co czekać! Gra bierze to co najlepsze z Cluedo, wyrzuca rzuty kośćmi i poruszanie się po planszy. Zostaje dedukcja i trochę losowości.
Potem przyszli Włościanie, gra którą już znaliśmy od jakiegoś czasu, a której jestem matką chrzestną. Bardzo fajna, prosta karcianka o budowaniu wioski. Specyficzne grafiki może nie wszystkim się podobają, ale nas urzekły.
Sanctum -pierwsza gra z tych wymienionych, której się pozbyliśmy. Spodziewaliśmy się Diablo na planszy i w sumie to dostaliśmy, jednak to nie działa. Powtarzalność w takim stopniu jest dobra w grach wideo, niestety dla nas na planszy nie ma prawa bytu.
Nadejszła wiekopomna chwiła, kiedy pokusiłam się o recenzję Tainted Grail. To było dość bolesne doświadczenie, bo to nie jest zła gra, ale ja miałam z nią nieprzyjemne doświadczenie. Było dziwnie, no bo ocena dość wysoka, ale sporo narzekania. Tak niestety czasem już jest w dłuższych związkach.
Kwiecień, pierwszy miesiąc w zamknięciu. 16 postów na blogu. Zacznijmy bardzo dobrą pozycją – Reavers of Midgard. Gra, w której nie ma downtime, w której zawsze możesz coś zrobić. Wikingowie, dość nadużywany temat, ok, ale nowatorska mechanika i piękne wykonanie wzięły górę.
Zostając w temacie Wikingów mamy Yggdrasil Chronicles, czyli grę z gigantycznym, obrotowym drzewem. Kooperacja, kampania, z tych trudniejszych. Bardzo źle napisane zasady, które w gruncie rzeczy są łatwe do ogarnięcia.
Tu spóźniliśmy się na pociąg hajpu, bo Res Arcana okazała się bardzo dobrą dwuosobówką. Mała talia kart, duże pole do popisu, sporo regrywalności w małym pudełku. Czekamy na dodruk dodatku.
In the Hall of the Mountain King zawitało na stole po uprzednim wypróbowaniu w kafejce. Gra o układaniu płytek i budowaniu piramidy trolli. Bardzo szybka, niewiele możliwości, niewiele czasu, sporo kombinowania. Do tego niezależna językowo.
Latania nam zakazano, a do mnie doleciał Boarding. Logiczna łamigłówka, rodzinna, szybka i dająca do myślenia. Polskie wydanie dużo ładniejsze od oryginału.
Skoro nie wolno latać, to może lepiej będzie na statku. Przyszło do nas Forgotten Waters, czyli najlepsza gra fabularna o piratach. Serio, serio. Niesamowite wykonanie, świetni aktorzy czytający scenariusze, interesująca mechanika. Nie mogę nie polecić.
Pamiętacie jak mówiłam o Harrym Potterze? Kolejna gra dołączyła do kolekcji, i mimo prawie identycznej mechaniki i wykonania co Bitwa o Hogwart, ta z nami została. Mowa tu o Obronie Przed Czarną Magią, która wychodzi w Polsce pod koniec roku, a u mnie będzie do wygrania, więc jest na co czekać.
W czerwcu zawitała u mnie kopia PnP Nanaki, która odniosła sukces na wspieraczce. Ponownie, gdybym ja kiedykolwiek wydawała grę przez crowdfunding, chciałabym mieć takie wsparcie jak Piotrek.
Najlepsza Gra o Kotach przypomina mi o tym, że zbliżamy się do końca tego podsumowania. Cudna graficznie, trafiona tematycznie, fajna mechanicznie. Karmienie kotów i zbieranie zabawek, czego chcieć więcej od tej rodzinnej karcianki?
Nie ukrywam, że przebywanie w schronie bardzo pasowało tematycznie do ostatnich kilku miesięcy, dlatego Fallout Shelter wstrzelił się świetnie. Dobra implementacja uwielbianej aplikacji, bardzo fajnie wykonana, do tego w puszce.
Niespodziewanie pojawił się też na stole dodatek do Root – Underworld. Krety i więcej ptaków, nowe mapy, nowa mechanika. Jak dla mnie im więcej Roota tym lepiej.
W czerwcu też dostałam szansę na współpracę recenzencką z Portalem i przyszło do mnie Little Town. Bardzo przyjemnie dostać na początek grę, która naprawdę mi się podoba, szkoda by było rozpocząć współpracę niefajną recką. Worker placement z unikatową mechaniką i prostymi zasadami. Świetnie wykonana, kompaktowa, rodzinna.
Nasza Księgarnia przysłała posiłki w postaci Strażników Kosmosu. Fajny retro klimat, bardzo proste zasady, jednak dla nas chyba zbyt proste. Na pewno znajdzie swoich fanów na tej planecie.
Gloomy Graves wylądowało u nas, bo spodobał mi się temat. Kopanie grobów dla jednorożców i elfów jeszcze się na naszej półce nie pojawiło. Szybka, malutka karcianka, która w Polsce wyszła jako gra o… rolnictwie. Ehh, taka szkoda.
Na sam koniec zapraszam Was na Herbatkę dla Dwojga, która swoją premierę ma już za kilka dni. Bardzo sprawną i przepiękną karciankę w świecie Alicji i Białego Królika. Szybka, losowa, jak to imprezy u Kapelusznika.

Oczywiście wylądowało u nas wiele więcej gier, ale nie wszystkie trafiły przed obiektyw. Tu zapraszam Was na mój Instagram, gdzie wrzucam fotki wszystkich nowości i pytam o czym chcielibyście dowiedzieć się więcej.

YOUTUBE

Zaczęło się dość udanym, krótkim filmikiem o grach z nazwami trudnymi do wymówienia. Potem mniej udany, o 26ściu sposobach na wyłonienie pierwszego gracza – nie spodziewałam się, że ktoś to weźmie serio. Następny wzlot, 10 gier w białych pudełkach, najlepsze gry o Harrym Potterze, no i czas na upadek – zasady do The Isle of Cats. Tu zaczęłam się zastanawiać, czy robienie takich filmów to w ogóle ma sens. Spróbowałam ponownie przy okazji Cerebrii – słaby wybór, bo zasad jest sporo, ale ta gra jest tak piękna i dobra. Kolejne podejście było przy Viticulture, z małym upadkiem. Ech, też się zastanawiam kiedy się poddam. In the Hall of the Mountain King mnie podniosło na duchu, ale przerzuciłam się na pogadanki o dodatkach. Było o Brzdęku i o El Dorado, no i o Everdell. Tu zrozumiałam, że mało kto się ze mną zgadza. Odeszłam od recenzowania, zaczęłam za to serię GAME K.O., w której porównuję dwie gry, i wyjaśniam dlaczego jedną lubię bardziej niż drugą. Na pierwszy ogień poszli Marvel Champions i Arkham Horror LCG. Tu też się dowiedziałam, że mój angielski jest okropny. Zmieniłam też formę filmików z zasadami na bardziej kompaktowe i zawierające pierwsze wrażenia. System oceniania zamienił się w kciuki, gdzie 4 to max.

I to w sumie tyle, wydaje się niewiele, bo o wszystkim nie wspomniałam, ale muszę przyznać, że ta pierwsza połowa roku mnie wykończyła. Na drugą połowę jestem gotowa. Nawiązałam współpracę z kilkoma nowymi wydawnictwami, innymi blogerami i pewnym sklepem. Jestem pełna nadziei i zapału.

ŚWIATEK PLANSZOWY

Tu nawiększym wydarzeniem były dwie dysputy, jedna o wiarygodności recenzentów, inna o równości. Co do tej pierwszej, to dochodzą jeszcze kwiatki, które znalazłam na grupach Facebookowych. Podobno mniejsi recenzenci, jak ja, nie są w ogóle warci uwagi. Jest jeden czy dwóch wielkich, reszta nie ma znaczenia. Ciekawe, bo jest 1200 osób, które myśli inaczej. Jeśli chodzi o wiarygodność natomiast, to – cóż, niestety czasem tak jest, że jeśli ktoś dostaje bardzo dużo gier od wydawców, a oni dają niemożliwe terminy, to wygląda na to, że recenzje wychodzą po jednej rozgrywce. Ja tego problemu nie mam, bo nie jestem zasypywania grami. Bronię się też tym, że wrzucam zawsze pierwsze wrażenia, czyli coś o tej grze mówię, ale nie decyduję się na ocenianie dopóki nie zagram co najmniej 10 razy, a z regułu nie lubię grać w ten sam tytuł (szczególnie większy) kulka razy z rzędu.
No i ten temat prowadzi nas do następnego – równość. Ręka w górę, ilu z Was przeczytało powyższy tekst jak dziewczyńskie biadolenie? A co, gdybym była facetem? A co, gdybym była kilkoma osobami? O tym nigdy się nie przekonamy, bo jestem sama. A samej trudno prowadzić kanał. Nie pomagają w tym wszechobecne memy „nie mówcie żonie ile wydałem na gry”, „nie mogę grac, bo żona”. U nas jest odwrotnie, to ja bankrutuję w sklepach planszowych, ale o tym będzie w następnym paragrafie.
Tak, nadal jestem bardzo świeża na planszowej arenie, i nigdy nie dogonię dinozaurów, nawet się nie staram. Tak, po tych kilku latach nadal szukam własnego stylu, ale wiem, że publiczności nie ma co pytać, bo wszystkich się nie zadowoli. Robię to, bo lubię. Mam specyficzne poczucie humoru, za które dostaję sporo hejtu. Mało mówię o grach, które mi się nie podobają, bo też mało takich mam – z reguły dokształcam się przed zakupem. Dużo gier oceniam bardzo dobrze, bo mi się podobają – no ale jak tak można. W całym tym chaosie okazało się, że jest w planszowym świecie wiele przyjaznych dusz. Fakt, niektórzy potrafią dokopać, doczepić się o bzdurę, ale nauczyłam się z tego śmiać – olać jescze nie potrafię.
Planszówki powinny nas łączyć, dostarczać fajnej zabawy, możliwości poznawania nowych ludzi, trenowania umysłu. Nadal jednak częto spotykam się z czymś zupełnie odwrotnym.
Dla wielu z Was jestem niewiarygodna, bo jak ktoś, kto gra w planszówki dopiero od sześciu lat może coś o nich wiedzieć. Bo jak wierzyć komuś, komu się tyle gier podoba.
Przeciętnie gramy w około 20 nowych pozycji w miesiącu – albo kupujemy, albo ogrywamy w kafejce. Przewija się u nas sporo nowych tytułów, w wiele z nich zagramy tylko raz, ale coś o tej grze wiemy. Długość stażu o niczym nie świadczy. Co mnie bawi najbardziej za to, to pytanie o recenzję gry, kiedy wrzucam zdjęcie jakiejś nowości po raz pierwszy. Dajcie pograć.

ZDROWIE PSYCHICZNE

Chcę poruszyć ten temat, ale nie chcę się w niego zagłębiać. Pomiędzy kilkoma rzeczami, z którymi żyję (nie lubię sformułowania ‚cierpię na..’), jest FOMO – fear of missing out, czyli strach przed byciem pominiętym. Nie chodzi mi tu o partycypowanie w konwentach (nie jestem fanką tłumów nieznajomych), ale o nowości na rynku.
Problem w tym, że 90% gier, których mamy grubo ponad 100, finansuję głównie ja. Najpierw robiłam to, żeby pokazać Wam co nowego piszczy w planszach. Tak się na to uwzięłam, że przerodziło się to w coś niezdrowego. Stało się tak za sprawą fali komentarzy mówiących jak to fajnie, że mówię o grach zanim one się ukażą w Polsce. Problem w tym, że większe kanały mają dostęp do tych gier za darmo od wydawców.
Tu do mnie dotarło, że to zupełnie nie ma sensu, że muszę zwolnić. Dla swojego zdrowia i portfela. Bo co z tego, że opowiem o grze, obejrzy to 200 osób i cisza. A potem ktoś inny, dużo później opowie o tym samym i obejrzy to 5ooo osób i 200 o tym podyskutuje. Tu się poddałam. Myślałam, że to będzie miało sens, ale nie. Przytłoczyło mnie to (ok, to możecie czytać jako babskie biadolenie) i zastopowałam.
No i tu był przełom. Polskie wydawnictwa (to znaczy te, które odpisują na maile) nie są zbyt chętne na wysyłanie gier za granicę. Zaczęłam więc uderzać do innych, i wiecie co, kilka fajnych tytułów do mnie leci. Czasem warto zapytać, nie trzeba się prosić, czasem po prostu warto pokonać tę barierę i wysłać tego maila. Bywa tak, że trzeba poczekać na odpowiedź. Czasem też jest ona negatywna – w końcu mój zasięg jest niewielki, więc ich rozumowanie ma sens. Ale w gąszczu odrzucenia i ‚niestety, ale..’, jest kilka tych pozytywnych odpowiedzi, które dają mi nadzieję.
Nie jest łatwo robić to, co robię. Jeśli jesteś recenzetem/tką, to o tym wiesz. Wkładasz w coś pracę, czas i pieniądze, wydaje Ci się, że zrobiłaś coś fajnego, a tu łup, obuchem w łeb, jakiś troll wylazł z jaskini. Wiadomo, tymi nie ma się co przejmować, ale razi w oczy to, że pierwsza reakcja na filmik na youtube to łapka w dół bez wyjaśnienia.
O, o łapkach właśnie. Wiecie ile czasu zajmuje kliknięcie lajka? Sekundę. Wiecie ile to znaczy dla tego, kto wrzucił filmik? Naprawdę, ja wiem, że to jest banał, że odebrane to jest jako żebrolajki – nazwijcie to sobie jak chcecie. Takie jednak są realia, to napędza tę całą machinę.
Kolejną machiną jest ta, która napędzana jest pieniędzmi, a mowa tu o Kickstarterze. Zauważyliście, że gry tam robią się coraz droższe i mają coraz to bardziej wymyślne komponenty? A wiecie dlaczego? Bo ludzie za to płacą. Jakaś gra kosztuje $100, pomyślicie – dużo. Ale znajdzie się wystarczająca liczba osób, która tyle zapłaci i gra się ufunduje. To następną, niekoniecznie lepszą, puścimy za $150. Kolejną za $200. Póki ludzie będą płacić, póty gry będą droższe. Ja jestem uzalezniona od Kickstartera i jestem w kręgu winnych, ale mam jednak swój limit. Matt też jest moją skałą, inaczej poszłabym z torbami. To on mi mówi, że przecież tego nie potrzebujemy, że przecież nasza pobliska kafejka to wspiera.

NIE-PLANSZOWE POLECAJKI

Prócz pracy i planszówek mamy też inne hobby – nie wiem kiedy znajdujemy na to czas.
Matt zagrywał się w najnowszego Dooma na Xboxie i bardzo go sobie zachwalał. Strasznie dynamiczna gra, czasem od patrzenia można dostać choroby lokomocyjnej.
Grał też w Subnautica, czyli eksplorację oceanu. Wciagnęło go to na długie godziny, więc ja za bardzo nie miałam dostępu do konsoli.
Znalazłam jednak czas na przejście Wiedźmina 3 wraz z dodatkami – mam też wersję na PC, myślałam, że wychowana na kompie tam też będę grać, jednak nowe przyzwyczajenie do kontrolera Xboxa wzięło górę.
Zagrałam też w przedziwną grę What Became of Edith Finch. Uch, bardzo szybka gra – łamigłówka, o dość, ekhm, nietypowej tematyce. Nie ma w niej krwi i flaków, ale nie jest grą dla wrażliwych. Dużo się umiera, na różne sposoby, w różnym wieku.

Odwiedziliśmy kilka escape roomów, w tym dwa w Poznaniu, które możemy polecić – Kolekcjoner oraz Bunkier. U nas byliśmy w jednym, o Sherlocku i Watsonie – pierwszy tylko we dwoje. Uciekliśmy z dwoma sekundami w kieszeni.

Był też czas na filmy i seriale. Skończyliśmy drugi sezon Afterlife – smutny i prześmieszny, w roli głównej Ricky Gervais. O depresji, o tęsknocie, o samobójstwie. Rollercoaster emocjonalny.
Był też kolejny sezon Atypical – to serial o chłopaku z autyzmem, ponownie zabawny i wzruszający na wielu płaszczyznach. Bardzo ciekawie nakręcony.
W Głębi Lasu oberzałam sama, bo po polsku, i nawet mi się spodobało.
Skończyliśmy Better Call Saul i Mandalorian.
Obejrzeliśmy wszystkie filmy Marvela na Disney +.
Po raz enty obejrzałam Przyjaciół, Modern Family, Rick & Morty, Brooklyn 99. Te nigdy mnie nie zawodzą.

Last Kingom i Space Force nas nie porwały.

Słuchaliśmy też dość sporo, lubię mieć muzykę w tle. Mogę polecić Jade Bird, The Smith Street Band, Fleet Foxes, Hop Along, Saint Seneca, Phoebe Bridgers.

EPILOG

Pisałam to w sumie dla siebie, taka kapsuła czasu. Nie wiem czy czytaliście czy nie. Jeśli tak, to dajcie znać, jakie były Wasze ulubione planszówki, seriale, gry wideo, filmy, utwory w tej pierwszej połowie przedziwnego 2020. Nie muszą to być nowości, po prostu coś, co Was porwało. Chyba wszyscy potrzebujemy trochę pozytywów.

0 Udostępnień