Wreck Raiders – Pierwsze Wrażenia

Gry o zatopionych skarbach i nurkach to żadna nowość. Było zarządzanie tlenem, dzielenie się łupem czy też wyścigi. Tym razem jest to przepychanka z mechaniką set collection.

Wreck Raiders na pierwszy rzut oka jest grą dla dzieci – przynajmniej tak sugeruje urocza grafika na pudełku. Nic bardziej mylnego! Te przyjazne muszelki i rozgwiazdy dadzą Wam do myślenia.

WYKONANIE

Piękne, kolorowe grafiki przyjemne dla oka, drewniane meple nurków i krabów, kostki i dużo grubej tektury. Do tego pokrywa pudełka również bierze udział w grze (tu wracają nieprzyjemne wspomnienia innej gry o podobnej tematyce…). Przejrzysta ikonografia i jasno napisane zasady – czego chcieć więcej?

ATMOSFERA

To jedna z tych gier, która mogłaby traktować o czymś zupełnie innym, a mechanicznie nadal miałaby sens. Jako grupa nurków wybieramy się po zatopione skarby. Na dnie oceanu są cztery statki, każdy oferuje nam inny kolor łupu. Nas jednak nie obchodzi jednak tylko kolor, ale też rodzaj skarbu, albowiem możemy ze zdobyczą poczynić jedną z dwóch rzeczy – ulokować na wystawie (tu liczy się kolor i kolejność w zestawie), lub zabrać do schowka (tu z kolei liczy się rodzaj skarbu). Układanie różnych skarbów w schowku daje nam punkty, natomiast kosztowności na wystawie, ułożone w odpowiedniej sekwencji, dadzą nam nie tylko punkty ale i bonusy – na przykład muszelki. Rzucamy więc kośćmi – a raczej zrzucamy je z wysokości do porywki pudełka i potem lokujemy je na planszetce. Teraz czas na nurków. Po kolei wybieramy jedną kość i wysyłamy naszego podopiecznego do wraku, stawiając go na pozycji równej wartości kostki. A jeśli nie ma miejsca? Cóż – możemy albo wybrać się na plażę, po muszle, lub kogoś delikatnie odepchnąć i jego wysłać na brzeg, a samemu zebrać łup. Trzeba tylko pamiętać, że skarby się błyszczą, więc kiedy my coś znajdziemy, wszyscy wokół nas też zbierają łup. Kiedy już się obłowimy i ustawimy nasze trofea w kolekcji – a może i nawet zgarniemy za to punkty – za muszelki możemy zakupić… akwarium. Tak, dość abstrakcyjna idea, ale działa. Muszle mają również inne zastosowania, które pomagają nam podczas naszej tury, ale akwaria dają nam punkty na koniec gry.

REGRYWALNOŚĆ

To zawsze będzie mechanicznie to samo, rzucamy kośćmi, nurkujemy, zbieramy skarby, przepychamy się i tak dalej. Co ciekawe, gra działa równie dobrze w 2, 3, 4 jak i 5 osób, jednakże we dwójkę to dużo grania ‚każdy sobie’, a we czworo i pięcioro to wiele planowania ze sporą nutą losowości. Im więcej nas dookoła wraków, tym bardziej randomowe skarby będziemy zgarniać, a to może nam pokrzyżować plany, bowiem aby zdobyć bonus za wystawę, łup musi trzymać się sekwencji na karcie. A ta właśnie pokaźna talia kart i kości pozwalają na spore pole do popisu jeśli chodzi o regrywalność.

TRUDNOŚĆ I CZAS

Gra była dość prosta w nauce, mimo wielu etapòw tury i dużej liczby możliwości – to objawia się później, kiedy drapiemy się w hełm płetwonurka i obmyślamy najlepszą kombinację ruchòw. Gra kończy się kiedy ktoś zdobędzie osiem kart wystawy, co może nastąpić szybko, jeśli karty wymagają trzech elementów, lub bardzo powoli, gdy proszą o pięć. Cała rozgrywka zamyka się w około 45 minutach.

OCENA

Po pierwszych kilku partiach 7.5/10

PODSUMOWANIE

Interesujący mix worker placement i set collection w atrakcyjnej otoczce.

Matt

Dająca do myślenia, proszę się nie sugerować cudnymi muszelkami.

Alicja

0 Udostępnień