Ostatnie Chwile

Gry o cięższej tematyce są zwykle kontrowersyjne, szczegòlnie, kiedy są świetnie mechanicznie. No bo jak to – podoba mi się sianie głodu i spustoszenia? Niektórym trudno się z tym pogodzić. A jak to jest w przypadku gry o powolnym umieraniu?

Billy Kerr nie był nikim specjalnym, ot zwykły mężczyzna po ciężkim zawale. Nikt go nie odwiedza, nie mamy pojęcia o jego rodzinie. Jako grupa pielęgniarzy wiemy o nim niewiele, a fakt, iż nie chce on z nikim rozmawiać nie pomaga. Naszym zadaniem będzie przekonanie pacjenta do ujawnienia nam kilku szczegółów z życia. Problem w tym, że jego wspomnienia się mieszają i są bardzo zamglone, a my chcemy faktów.

W każdym scenariuszu będziemy mieć inny cel – czy to posiadanie jednego czystego wspomnienia na każdej osi czasu, czy to informacje o trzech kolejnych wydarzeniach z młodości Billy’ego. Aby to osiągnąć będziemy kolejno wysyłać naszych pracowników by porozmawiali z pacjentem, lub aby zadbali o jego stan zdrowia, który wraz z biegiem czasu będzie się pogarszał.

Burzliwe Życie Billy’ego Kerra to kooperacyjny worker placement z historią. W trakcie gry będziemy musieli podjąć wiele decyzji pomiędzy wyciąganiem informacji od pacjenta, a ratowaniem go. Czy warto porozmawiać z nim dłużej kosztem utraty większej ilości puntów życia, czy może ryzykować przegraną kosztem tymczasowego wyleczenia Billy’ego.

Niestety, to wszystko brzmi bardziej intensywnie, niż jest w rzeczywistości. Gra toczy się mniej więcej tak – odsłaniasz kartę, decydujesz co zrobić, wysyłasz pionek na miejsce, odsłaniasz kolejną kartę i klniesz pod nosem, bo okazało się, że podjąłeś złą decyzję. W końcu albo idziesz na kompromis i dostajesz połowę nagrody, albo zrezygnowana bierzesz na klatę rezultat swoich decyzji.

I tak zdobywasz wspomnienia Billy’ego i układasz je w jakąś sensowną całość, gdy nagle okazuje się, że skończył Ci się czas/zamknępi szpital/pacjent nie przeżył – i wszystko trzeba zaczynać od nowa. Niestety, powtarzalność ma tutaj ogromną rolę, i pewnie dlatego moie ostatnie chwile z tą grą były pełne frustracji i zrezygnowania.

Wykonanie

Gra jest bardzo prosta graficznie. Czysta, bo przecież szpital, sterylna nawet. Nie jest to nic złego, bo przecież łatwiej wtedy zauważyć ikony – które swoją drogą są bardzo proste w zrozumieniu. Drewniane pionki, duże karty oraz gruba tektura też złe nie są.

Atmosfera

Còż… spodziewałam się łamiących serce opowieści umierającego człowieka; o miłości, o rodzinie, o tym, co ważne. Co dostałam? Bardzo mechaniczne podejmowanie decyzji, dużo losowości i zero wrażeń.

Regrywalność

Po rozegraniu całej kampanii, nie będziemy wracać do tego tytułu. Ba, po przegranym scenariuszu trzeba było mnie wołami zaciągać do spròbowania ponownie.

Trudność i czas

Gra jest bardzo prosta mechanicznie, a każdy scenariusz zajmie nam około godziny. Jedne jest wygrać łatwiej, inne trudniej.

Ocena

5/10

Podsumowanie

Historia Billy’ego jest ciekawa, ale nie na tyle, aby chętnie przebrnąć przez nudną i powtarzalną rozgrywkę.

Zasady gry

0 Udostępnień