Wyśrodkowanie – Miasteczko Marzeń

Welcome to… to coś więcej niż roll&write. Może dlatego, że nie ma tam żadnego ‚roll’ (czyli rzucania kośćmi), a jest za to ‚flip’ – czyli odwracanie kart. Jednak co jest głównym czynnikiem, który sprawia, że Miasteczko Marzeń to coś specjalnego? I jak się miewają dodatki?

Welcome to… Miasteczko Marzeń to stylizowana na retro wykreślanka. Naobiecują na pudełku, że będziecie architektami jakich świat nie widział, a tu bum – wpisujecie cyfry w okienka. Nie ma kości, więc nic nie grzechocze, niczym nie można się bawić i turlać między rundami. Są karty, które odwracamy co rundę. Ale czy to źle?

Skądże znowu! Lubię kości, nie zrozumcie mnie źle, ale w tego typu grach, karty są dużo lepszą opcją. Już wyjaśniam. Z kośmi jest tak, że upragniona szóstka może w ogóle nie wypaść przez całą rozgrywkę. Mając talię kart mamy pewność, że przewiniemy się przez każdą z nich – czy to jej awers, czy rewers. Duży plus! To mając za sobą, przejdźmy do tego, czy warto.

WYKONANIE

Jak dla mnie bomba! Jestem fanką stylu retro, dlatego nawet już pożółkłe pudełko mnie przyciągnęło. Do tego grafiki z lat 50′ i mamy świetny mix. Dobrej jakości box, z małymi ołóweczkami, które pozwolą Wam poczuć się jak giganci! Czasem nawet aż za bardzo. No i są słabo widoczne na papierze.. Pokaźny bloczek planszetek – jeśli macie wielu znajomych, może Wam nie wystarczyć! Proste i czytelne karty z małymi smaczkami, na przykład Szop Jumacz (Procyon Clepta), który juma komuś sprzed drzwi puszkę żarełka. Dodatkowo ktoś zapomniał, i dorzucił nam niewysłane pocztówki z dawnych lat. No cudo!

ATMOSFERA

Nie oszukujmy się, jest to wykreślanka. Nie czujemy się jak architekci ani projektanci, co najwyżej jak oficerowie spisu ludności czy ministranci po kolędzie, kolejno wykreślając drzwi z listy. Tematyka jest ciekawa, ale z budowaniem osiedla ma to mało wspólnego – ba, nawet nie ma miejsca na monopolowy! No, chyba że atmosfera nazywamy rozmowy w rodzaju
-Mianuję ten dom numerem jeden, i stawiam płot u sąsiada.
-Ja mianuję ten dom numerem 8, buduję mu basen, i tym samym mam trzy osiedla po cztery domy w każdym.
-Ja nie mogę zrobić nic.
Tak, zdarza się, że nie możemy zrobić nic – kiedy gra chyli się ku końcowi. Jednak jeśli trzy razy zdarzy nam się taka sytuacja, gra się kończy, co by nas więcej nie męczyć. Ale karne -5 punktów dostajemy, za brak umiejętności planowania. Ale przecież możemy nazwać swoje miasteczko!
I znów mam 9 lat, siedzę przez monitorem, na którym Simsy… jak tu ich wszystkich nazwać….

REGRYWALNOŚĆ

Jak to w grach tego typu – duża, ze względu na losowość oraz dodatkowo karty celów, które przy każdej grze będą różne. Do tego różne strategie, raz można pójść w budowanie ogrodów, innym razem w baseny, a innym razem w cele – wszystko daje nam extra punkty, jeśli poświęcimy temu uwagę – no jak w życiu, no!

TRUDNOŚĆ I CZAS

Zasady są proste, po dwóch partiach zapamiętacie wszystkie symbole. Rozgrywka trwa około 15 minut, w zalezności od tego, ile czasu spędzamy na rozważaniu wszystkich możliwych sytuacji i obliczaniu prawdopodobieństwa. To, że wiemy, jaki symbol będzie mieć kolejna karta jednym pomaga, innym utrudnia, a jeszcze inni (ja) w ogóle na to nie zwracają uwagi – nie dziwię się, że jeszcze nigdy jej nie wygrałam.

OCENA

Dla mnie jest to 7, z uwagi na to, że nie jestem zbyt dobra w tego typu grach. Wykonanie jest na plus, pomysł jest na plus, nie mam tak naprawdę minusów. Dlaczego nie wyżej? Bo ta gra się ze mną nie zgadza. Całą rozgrywkę myślę, że idzie mi dobrze, a przy podliczaniu punktów przegrywam z kretesem.

Matt ocenia Welcome to.. jako mocne 8. Może dlatego, że zawsze wygrywa? To jeden z jego ulubionych fillerów, i gdyby nie fakt, że ja mam innych ulubieńców, lądowałby na stole częściej. Dlatego zabrał Miasteczko Marzeń do pracy i tam się zagrwa na lanczu (i nie tylko).

Welcome to.. ma w sobie trochę więcej głębi, niż taki Qwixx czy Ganz Shön Clever; więcej tematu niż Bukiet czy nawet Zamki Burgundii. Jeśli już, to postawiłabym Miasteczko Marzeń gdzieś obok Avenue of Kodama czy Railroad Ink.

Mało Wam? Jak już się Wam znudzi podstawowa mapka osiedla, to wydawcy pokusili się o mini dodatek. Atomowe Pisanki, bo tak nazywa się rozszerzenie, dodają nam dwa warianty gry, oraz tryb solo. Zasady w gruncie rzeczy są takie same, z małymi zmianami w punktacji oraz z nowymi kartami celów.

W Wielkanocnej wersji chcemy zwracać uwagę na pisanki pochowane w niektórych domach. Jeżeli numer domu zakreśli pisankę, jest nasza, i na koniec gry będzie dawać nam bonusowe punkty. Komu uda zebrać się najwięcej pisanek na trzeciej ulicy?

W Atomowym wariancie chcemy chronić ludzi przed apokalipsą, zatem budujemy schrony. Numer schronu odpowiada numerowi domu, i tyle też ludzi może pomieścić. DOstajemy dodatkowe punkty za największą liczbę ocalonych ludzi na każdej ulicy, ale tez punkty pocieszenia za najmniej miejsca w bunkrach.

Wielkanocna plansza ma bardzo podobny ‚dizajn’ do tej z podstawki, natomiast ta nuklearna wygląda jak wyciągnięta z Fallouta – plus. Nowe warianty dodają regrywalności i zmuszają do ruszenia półkulą jeszcze bardziej.

Jeśli to Was zainteresowało, to zapraszam na filmik, w którym przedstawiam zasady rozgrywki w podstawową wersję.

Gra dzięki uprzejmości . Kup swoją kopię TUTAJ. Już masz? To może DODATEK?

0 Udostępnień