Ponure Wyśrodkowanie

Czasem są takie dni, kiedy wiszą nad nami czarne chmury i pech prześladuje nas na każdym kroku. Tu czymś się strujemy, tu zgubimy psa, tam wystraszymy się własnego cienia i zanim się obejrzymy – mogiła. Czasem też są takie dni, w których powyższa sytuacja jest pożądana. Witajcie w świecie Gloom.

Gloom doczekał się już kilku wersji, i wygląda na to, że możliwości tematyczne są nieskończone. Jak mają się one względem siebie?

Gloom to karcianka dla 1-4 graczy. Tematyka jest ponura, mroczna oraz przezabawna. Podczas rozgrywki będziemy starać się uszczęśliwić rodziny innych graczy, podczas gdy celem dla naszej rodziny będzie jak najgorsza śmierć. Narrację tworzymy sami, opowiadając historię tych niefortunnych zdarzeń, podpierając się nazwami przezroczystych kart. Rodziny same w sobie są przedziwne, i już nawet patrzenie na ich facjaty na kartach budzi grozę. Może i dlatego będziemy chcieli się ich jak najszybciej i najbardziej boleśnie pozbyć?

Gloom Cthulhu to oczywiście to samo, tyle że z przedwiecznymi w tle. Od tego momentu w historii Gloom można grać w pięć osób, mając po czterech członków rodziny – jeden gracz będzie grał rodziną odrzutków. Czy będziemy profesorami Miskatonic University czy mieszkańcami wioski Innsmouth, cel mamy jeden – umrzeć śmiercią tragiczną zanim zrobią to inni. A jeśli przy okazji uda nam się uszczęśliwić innych, tym lepiej. Czy trzeba być obeznanym w tematyce Cthulhu? Żeby grać – nie. Żeby mieć 100% dobrej zabawy – tak.

Munchkin Gloom to dalej więcej tego samego, tylko że w innym świecie. Munchnik będący z zasady grą, w której sobie przeszkadzamy, aż prosił się o wersję Gloom. Najbardziej kolorowa ze wszystkich wersji, chociaż pudełko sugeruje wiek 13+. Nie pomylcie jednak tej gry z Munchkinem, bo to jest nadal Gloom, tyle, że z szatą graficzną Kovalic’a. Czy jest lepsza od innych? Nie. Czy trzeba być fanem Munchkina? Nie? Czy bycie fanem daje coś extra – trochę, bo analogie do Munchkina są wszędzie.

Fairytale Gloom, bo przecież bajki i dziecięce rymowanki oparte są na ponurych historiach. Wilk zjada Kapturka, Jaś i Małgosia gotują Wiedźmę, Most Londyński się zawala a dorosły Georgie Porgie lubił dzieci… Jeśli jesteście kreatywni w opowiadaniu przykrych historii, sięgnijcie po inną wersję. Fairytale Gloom ma to w sobie, że postaci z bajek na kartach mają przypisaną do siebie historię w naszych głowach – Złotowłosa na ten przykład, łatwiej zatem wymyślić jej dalsze, smętne losy.

Gloom In Space musiał się wydarzyć, bo w kosmosie nikt nie usłyszy Twojego krzyku. Cliche? No cóż, to też dostajemy od tej gry. Ale czy to ważne? I tak wszyscy umrzemy – a przynajmniej mamy na to nadzieję – czy to będziemy Hanem Solo, czy słodkim Kosmitą. Szczerze? Tylko dla fanów Sci-Fi.

Zatem podsumowując, podstawowego Glooma i dodatków do niego raczej nic niepobije, chociaż dla mnie Cthulhu (z jednym dodatkiem) depcze mu po piętach. Potem Fairytale, bo mimo łatwiejszej rozgrywki jest sentyment to bajek. A co potem, to nie ma znaczenia, zależy co lubimy bardziej.

 

0 Udostępnień