Słowo na Poniedziałek – Szarlatani z Pasikurowic

Jest takie miejsce na świecie,
O którym pewnie już wiecie,
I które ożywa o świcie..
To Pasikurowice!
Spotkać tam można każdego,
Biednego i bogatego,
Są rolnicy i mieszczanie,
I szaleni Szarlatani.


Wczesnym rankiem oni wstają
I na targ się wybierają
Po składniki, po przyprawy
Taki jest cel ich wyprawy.
Kilka ciem i mandragora,
Dynia i pół muchomora,
Tułów pająka, ptasia czaszka –
Tak uwarzy się porażka.
Potem w kotłach w swoich chatkach
Taka miesza się zagadka.
Czy to trucizna czy eliksir jaki?
Efekt może być dwojaki.
Gdy nagle z okien chatki dym bucha,
I krzyk przerywa ciszę głuchą.
Kropla za dużo, szczypta za wiele,
Czary i mary, trele-morele.
Z dymu wyłania się starszy ktoś,
Wygląda jakby nie miał dość,
Popiół na włosach, szata w łatach,
Przedstawia się: „Jam jest Szarlatan!
I mądrość taką Wam sprzedam na koniec-
Czytaj przepisy strona po stronie,
Sprawdzaj składniki czy czasem nie cuchną,
Uważaj jak warzysz, bo możesz wybuchnąć!”

Szarlatani z Pasikurowic to gra o nazwie siejącej językowe spustoszenie (prawie jak Teotihuacan). Ja nazywałam to Pasiurkowicami, jeszcze inny przestawiali literki w mniej przyjazy sposób. A może po prostu wkradł się tam szarlatan?

Jeśli bag building nic Wam nie mówi, to się nie przejmujcie – ta gra może Was nie tylko tego nauczy, ale przekona do większych pozycji. Jeśli w bag buildingu siedzicie od dawna i jest to coś, co Was kręci – to Szarlatani mogą być fillerem, który zagości u Was na stole. Jeśli jednak nie lubicie gier w stylu „push your luck” czyli ‚a może by tak jeszcze jeden..?’ to nie jest to coś dla Was.

„Ale o co chodzi? Można po polsku?” – już wyjaśniam. Bag building to dosłownie ‚budowanie torebki’. Ale nie, nie będziecie bawić się w Teda Bakera czy innego Szanela, Wy będziecie tylko i AŻ decydować, co do tych torebek włożyć. Zaczynacie wszyscy tak samo, z podstawowym zestawem sładników młodego alchemika. Wrzucacie je do torebki i wyciągacie po jednym. Kładziecie je w swoim kociołku i – uwaga – sami decydujecie, kiedy przestać! To właśnie jest ‚push your luck’ – czyli coś na zasadzie ‚sprawdź, czy Ci się poszczęści’.

Szarlatani to szybka i zabawna rozgrywka, w której wcielacie się w rolę alchemików i staracie się uwarzyć jak najlepsze eliksiry. Do kociołka będziecie dodawać różnorakie składniki, które albo dadzą Wam bonus, albo spienią miksturę. Jeśli wartość białych żetonów będzie równa lub większa 7, Wasz eliksir wybucha, okrywając Was smołą i chańbą.

W torebce macie składniki takie jak muchomory, dynie czy mandragorę, ale także białe żetony, które mogą spowodować, że Wasz kociołek wybuchnie. Zatem wyciągacie krążki z torebki, i kładziecie je na niebieskiej, bąblującej spirali destrukcji. Sami decydujecie ile punktów zgarniecie na koniec rundy, ile pięniędzy będziecie mieć do wydania na targu, a może zdarzy się też rubin! Jednak jeśli Wasz kociołek wybuchnie, zostajecie (prawie) z niczym – będziecie mieli wybór, albo kasa, albo sława.

„Przecież to proste, nie dodawaj tyle białych składników!” – tak, to byłoby takie proste, gdyby nie fakt, że składniki dociągacie w ciemno, z torebki, której zawartości nie możecie sprawdzić. Wiecie co w niej jest od początku, musicie też zapamiętać co do niej dodajecie – po każdej rundzie możecie dodać 0, 1 lub 2 składniki zakupione na targu, ale nie możecie zaglądać do sakiewki podczas trwania rundy.

I tak toczy się gra przez dziewięć krótkich rund. Na końcu każdej z rund zdobywamy punkty (lub nie, jeśli przeszkodził nam w tym wybuch i wybraliśmy pieniądze). I co jest bardzo ciekawe w punktacji to szczurze ogony. Tak, szczury pomagają tym, którym zdarza się częściej wybuchnąć. Przed rozpoczęciem nowej rundy liczymy ilość szczurzych ogonów pomiędzy nami a pierwszym graczem, i o tyle oczek przesuwamy żeton szczura w naszym kociołku. To znaczy, że kolejną rundę będziemy zaczynać z trochę już wypełnioną miksturą, czyli szczury dają nam fory. Uff.  Na końcu podliczamy punkty i wygrywa ten, który ma ich najwięcej!

 

Ta gra dostarcza sporych emocji w bardzo prosty sposób. Wiecie jakie są szanse na wyciągnięcie TEGO żetonu, który spowoduje wybuch. Wiecie, że macie w torebce trzy dynie, dwie ćmy, dwa muchomory, jedną czaszkę ptaka i dwa białe żetony o wartości 1 i 3. Jedynka nie zrobi Wam nic, zatem wyciągnięcie trójki to 1:10, decydujecie się na ruch, mieszacie i… BUM! Biała trójka! Eksplozja, ogień, fajerwerki, lasery!

„Nie!” – krzyczycie. I macie rację – nie. Jeśli posiadacie wcześniej zakupioną za dwa rubiny miksturę (od bardziej zaawansowanych alchemików, mam nadzieję), to możecie ją „wypić” i włożyć tę nieszczęsną białą trójkę do torebki. Czy chcecie spróbować raz jeszcze? W końcu KAŻDY inny żeton, inny niż ta trójka, da Wam więcej punktów i rubin. Ach, spróbuję jeszcze raz…

To właśnie jest push your luck, czyli nieskończona presja i bicie się z myślami, podczas jednoczesnej kalkulacji prawdopodobieństwa… Nie wnikajmy w szczegóły. Szarlatani z Pasikurowic to świetna zabawa! Niski próg wejścia, fajne wprowadzenie w bag building i przepiękne wykonanie. Zdecydowanie gra rodzinna – ale nie tylko!

0 Udostępnień