Tainted Grail – Recenzja

Do napisania czegokolwiek o Tainted Grail zabierałam się już kilka razy. Chciałam zrobić pierwsze wrażenia, ale nagle byliśmy w 1/3 gry. Potem chciałam zrobić coś tak w połowie, ale nastąpił zwrot akcji w grze. Znów porażka. W końcu skończyliśmy kampanię, i oto nasze przemyślenia.

Tained Grail The Fall of Avalon to kooperacyjna gra przygodowa, w której wielką rolę odgrywa narracja. Przygotujcie się w niej na dużo czytania – tak jak w przypadku tej recenzji. Nie miałam okazji grać w prorotyp, nie dostałam darmowej kopii, włożyłam w to dużo kasy i nadziei, bo 110 funtów piechotą nie chodzi. Naczekaliśmy się, a tak w sumie to nadal czekamy na wave 2 z pozostałymi kampaniami, dlatego jesteśmy dośc krytyczni.

Naszą przygodę z Tainted Grail można opisać w trzech aktach. Czy jest to klasyczna tragedia?
PROLOG
Kiedy przybyła do nas pierwsza porcja, Matt od racu rzucił się do malowania. Tak już ma, że nie lubi grać nudnymi figurkami. Ja jednak nie mogłam czekać aż tyle, wybraliśmy więc bohaterów, otworzyliśmy pudełko na pół pomalowanych potworów, i zasiedliśmy do stołu.
Akt I – Zachwyt
Rodziały 1-6
Po otwarciu pudełka, które okazało się być ciut mniejsze niż się spodziewałam, rzuciło mi się w oczy… wzystko. Poukładane, posegregowane, na swoim miejscu. Piękne, mroczne grafiki, prypominające twórczość Beksińskiego. Świetne miniaturki, wiele detali, łatwe do malowania. Podczas gdy ja cieszyłam oczy, Matt ogarniał instrukcję. Do tego doszła księga z rozdziałami i sekretami. Planszetki gracza z miejscami na kostki. Jak na razie same ochy i achy.
Zasiedliśmy do pierwszej partii, rodział pierwszy, jak ja lubię początki. Zanim się zorientowaliśmy, byliśmy prawie w połowie kampanii. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że Tainted Grail wciąga. Świetna historia, wiele wyborów, kilka sekretów. Wiemy, że będziemy wracać do niektórych miejsc wiele rozdziałów później. Odkryliśmy chyba już całą mapę, orientujemy się gdzie co jest. Poznaliśmy kilka nowych imion, ogarnęliśmy jakieś sidequesty. Czy to jest najlepsza gra we wszechświecie?!
Akt II – Rozczarowanie, frustracja i zrezygowanie
Rodział 7
Jedne z najbardziej frustrujących i najdłuższych godzin mojego życia pochłonął rozdział siódmy. Nigdy ich nie odzyskam, zostały wciągnięte w mroczne odmęty,w  wyrdness. Podczas błędnego krążenia po mapie, odbijania się od jej granic, umierania z głodu, rodziły się pytania. Instrukcja niestety ich nie rozwiewała. Nie pytajcie mnie jakie, ten rozdział mojego życia wymazałam z pamięci.
Rzadko to robimy, ale sięgnęliśmy pomocą na forum BGG, i okazało się, że nie jesteśmy sami w tej niedoli. Wspólnymi siłami z pomocą innych geeków udało nam się jakoś wybrnąć. Oszukiści! – powiecie.  Wiecie co? Mało mnie to w tej chwili obchodzi, bo byłam o centymetr od wrzucenia tej gry w żywy ogień.
Uff, zestresowałam się. Gra, która kosztowała ponad 100 funtów, i która sprawiła tak dobre pierwsze wrażenie, nie powinna doprowadzać mnie do takiego stanu. Wiem, że irytują Was literówki w moich postach, ale Wy za to nie płacicie. Ja wydając kasę na grę tego pokroju, która wyobrażam sobie testowana była do upadłego, i której esencją jest właśnie narracja, spodziewam się perfekcji chociaż w tym aspekcie.
Czepiam się? Być może, ale właśnie przeszłam piekło.
Akt III – Daleko jeszcze?
Rodziały 8-15
Opadły emocje, te złe i te dobre. Byle do celu. Tylko którego? Są wybory, mniejsze lub większe. Dzień, polowanie, zdobywanie jedzenia. Noc, szamanie owego jedzenia, czasem sny, czasem koszmary, czasem pustka. I tak w kółko. Jedne rodziały kończą się z rozmachem, inne epicką bitwą, jeszcze inne ledwo dają o sobie znać, a inne kończą się zanim się nawet zaczną.
Zakończenie wybraliśmy sobie takie, a nie inne. Wielu zakątków nie przeszukaliśmy. Pewnie popełniliśmy kilka błędów i podjęliśmy złe decyzje. Ale taka nasza historia.
EPILOG
A weź to teraz wszystko zresetuj, posergeruj i spakuj.
KURTYNA
Teraz podejmę się czegoś, czego nie robiłam od jakiegoś czasu. Zapytałam Matta, pomógł mi pozbierać myśli, i teraz odpowiemy na pytanie czy WARTO?
WYKONANIE
+unikatowe grafiki na kartach, dużo mrocznych scen i postaci, wszystko utrzymane w tym samym stylu
+karty nie mają lnianiego wykończenia, ale są grube i porządne
+miniatury mają wiele detali co sprawia, że są łatwe w malowaniu nawet dla niedoświadczonych
+kostki, żetony, wszystko dobrej jakości
+wiele kartek w notesie so zapisywania progresu, pomocna mapa
+planszetki gracza z wyżłobieniami na kostki
+pudełko z dobrej jakości tektury, nie za duże
+świetny insert, ułatwia rozłożenie gry
-monety MUSZĄ być pomalowane (lub metalowe), bo inaczej są nieczytelne
-miniatury w pudle Monsters of Avalon siedzą dość ciasno, niektórych może to wpędzić w paranoję
-jeśli zakoszulkujecie karty, to nie zmieszczą się one w insercie
ATMOSFERA
+interesująca i wciągająca historia
+mroczny, dziwny, średniowieczny klimat
+zaczynamy od zera, wrażenie niewiadomej, szukanie celu podróży
+gra jest bardzo poważna, zero żartow aby rozładować napięcie
+wiek 14 plus jest raczej trafiony
+ciekawy sposób mierzenia czasu poprzez Menhiry
-nie zobaczysz wszystkiego w jednej kampanii, pozostaje nie tyle niedosyt, co frustracja
-czasem trudno nadążyć nad wydarzeniami, mamy wrażenie, że coś ominęliśmy, polecamy robić notatki jeśli robicie dłuższe przerwy między rodziałami
-czytając czasem mam wrażenie, że mam przed oczami w kółko te same słowa, wszystko jest mroczne, dziwne, niepewne; Matt stwierdził, że czuje się jakby grał w Dark Souls
-czasem chodzimy w kółko, nie wiemy co zrobić, nie obchodzi nas wtedy historia, chcemy po prostu skończyć rozdział
-gra na początku wciągajaca, w połowie staje się dość monotonna i mechaniczna, pod koniec po prostu ‚zaliczamy’ rozdziały
-decyzje o tym, czy możemy poznać odpowiedź na pytanie, podejmuje kość
-szkoda, że aplikacja nie wyszła razem z pierwszą falą, bo księga jest dość nieporęczna

REGRYWALNOŚĆ
+jedna kampania nie pokaże całej gry, zmusza do rozegrania ponownie

-musisz być przygotowany do zrobienia wszystkiego od początku, potrzeba dłuższej przerwy między kampaniami, aby trochę zapomnieć
-gra jest powtarzalna, będziemy kilka razy przechodzić przez te same miejsca
-musimy być przygotowani na małe spoilery, na zasadzie „o, tu możemy wrócić w rodziale 14 mając kartę 33” – wiemy, że szukamy tej karty, ale nie wiemy dlaczego

TRUDNOŚĆ I CZAS
+możecie grać tak długo, jak chcecie, zapisać można w dowolnym momencie
+gra zawiera tutorial, który nie ma spoilerów

-jeśli przegapicie tutorial, to instrukcja może być nieczytelna
-ustawienie gry to około 10 minut, sprzątnięcie zajmuje dwa razy tyle

OCENA
Nie wiem, czy pokusimy się o ocenę. Czy mogę ocenić coś, co jest tak naprawdę 1/3 całości? Przecież są jeszcze dwie kampanie. Może ocenić wtedy? Ale to będzie kiedy, za rok, za dwa? No dobra, powiedzmy, że na tą chwilę, na świeżo, to 8.5
Tak jakoś z ciężkim sercem to przyznaję. Tak szczerze, to to jest bardziej ocena Matta. Ja chyba poczekam na całość. Czyli do zobaczenia w 2022?

Jak Tainted Grail ma się w porównaniu do Gloomhaven i 7th Continent?

Historia w Tainted Grail jest bardziej interesująca niż w Gloomhaven, miniaturki są lepszej jakości, jest również bardziej poręczna z racji mniejszej liczby komponentów.
Gloomhaven z kolei ma lepszy kombat, mniej monotonii, bo zmieniamy postaci w trakcie kampanii, posiada również aplikacje, która ułatwia setup.

7th Continent daje wrażenie przygodowej łamigłówki, natomiast Tainted Grail jest taką bardziej grą wideo. 7th Continent stawia na eksploracje i survival, a także kładzie nacisk na tajemnice danej klątwy. Obydwie są bardzo mechaniczne po pewnym czasie, szczególnie kiedy odkryjemy całą mapę, co jest trudniejsze w 7th Continent.

Po wielu, wielu, wieeeeelu godzinach spędzonych nad każdą z tych gier (Gloomhaven nadal czeka na ukończenie kampanii z racji, że gramy w trzy osoby), Matta oceny plasują się następująco:

3. Tainted Grail 8.5/10 (ocena może ulec zmianie po zakończeniu dwóch kolejnych kampanii)
2. 7th Continent 9/10
1. Gloomhaven 9.5/10 (ocena może ulec zmianie po zakończeniu kampanii)

Chwila, dlaczego zatem ta ocena jest tak wysoka?

Tained Grail to gra skierowana do bardzo wąskiego grona odbiorców. Jeśli szukacie gry typu choose your own adventure, do tego macie dużo czasu i cierpliwości, chcecie mieć możliwość eksploracji, wybierania własnej ścieżki, nie przeszkadza Wam powtarzalność, lubicie plastikowe figsy, to jak najbardziej Tainted Grail jest dla Was. My jesteśmy takimi odbiorcami.

Tak, całość nam się podobała, ale nie rozegramy tej kampanii ponownie tylko dlatego, żeby dowiedzieć się co by się stało, gdybyśmy dokonali innych wyborów. Aż tak ta historia nas nie wciągnęła. Po grach tego pokroju, które kosztowały nas niemałą cząstkę pensji, spodziewamy się więcej, niż po masówkach za cztery dyszki.

Nic jednak nie pobije tego pierwszego kontaktu z 7th Continent, pierwszej klątwy, pierwszej porażki. Sentyment.

Moja recenzja i ocena 7th Continent jest TU
Moja recenzja i ocena Gloomhaven jest TU

0 Udostępnień