Clank! Legacy – bez zdjęć, bez spoilerów

Jeśli przejadł Wam się zwykły Brzdęk, a ten w kosmosie Wam nie odpowiada, to pewnie czekacie na wesję legacy. Koszmar naklejania, niszczenia i pisania. A wiecie, że Clank! Legacy ma coś wspólnego z Bridget Jones i kotem Schrödingera?

PROLOG

Brzęczenie monet i budzenie smoka było na czasie kilka miesięcy temu. Potem to wszystko ucichło, bo w kosmosie nie słychać brzdęku – badum tss! Niektórym bardziej podeszły kilmaty fantastyczne, innym te science fiction. Ale wszystkich tych graczy łączy jedno – gra po jakimś czasie się nudzi, pomimo wielu dodatków. Tak jak obecnie panuje jeszcze epoka roll & write, tak wcześniej był szał na gry legacy. Zatem nie zdziwi nikogo, że i Brzdęk takiej się doczekał.

Clank! Legacy Acquisitions Incorporated to wielkie pudło wypełnione po brzegi. Dwustronna plansza, karty, koperty, pudełeczka, skrytki, dym i lasery. I to wszystko jest w użyciu dość często. No i aż pięć miniatur do pomalowania! Szaleństwo!

Kiedy już ochłoniemy, wybieramy postać i startowe 10 kart. Bierzemy nasze pudełeczko i przez kolejne 27 minut myślimy o tym, jak nazwać naszą postać. Tu nie ma żartów, zostanie ona z Wami na jakiś czas. I nie bójcie się być kreatywni, Clank! Legacy będzie Was pytał o sugestie dość często. Od razu ostrzegę Was, że nie jest to ga dla tych, co pisanie po kartach i ich rozdzieranie trakują jako profanację. Nie jest to również pozycja dla tych o drżących rękach, bo naklejania jest sporo, a nie ma do tego wytycznych. Tak, można sobie skopać planszę.

Podobnie jak w Charterstone, wraz z kolejnymi rozgrywkami przbywa zasad. Są jednak one bardzo intuicyjne, i uczymy się ich wraz z wykonywaniem kolejnych questów. No i jest księga sekretów, która prowadzi nas przez grę – i och i ach jak ona jest dobrze napisana. Cała seria Brzdęk! odznaczała się świetnym poczuciem humoru, i Legacy w tym temacie także nie zawodzi.

Co do historii, to nie będę nic spoilować, spokojnie. Ale tu pojawia się wspomniana na początku nieszczęsna Bridget Jones. Nieważne jaką obraliśmy rolę, będziemy musieli stawić czoła decyzjom, które nie będą się opierały na niczym innym, a naszych przypuszczeniach i odczuciach. Powiedzmy, że poznajemy dwóch jegomościów. Jeden mówi, że drugi ukradł mu narzeczoną, drugi upiera się, że było odwrotnie, i że to chodziło o jego żonę. No i co mamy zrobić? Dokonać wyboru. Wyboru, który wpłynie na historię rozgrywki. Kierować musimy się tylko naszym rozsądkiem. O ktòrym agencie wiemy więcej? A może sercem – ktòry nam bardziej przypadł do gustu? Czy podjęliśmy dobrą decyzję? Co jeśli to ten drugi mòwił prawdę?

Takich wyborów będzie całkiem sporo. Niektóre wpłyną na wygląd planszy, inne na karty czy zasady. Jeszcze inne dodadzą nowe questy i kolejne wybory. Czasem trzeba będzie poświęcić jakis sekret na rzecz własnego zdrowia, ale są w życiu momenty w których warto oddać ten kufel piwa warty 20 punktów w zamian za tajemnicę.

ROZGRYWKA

Zasiedliśmy do tego z dobrymi intencjami, dozą nadziei i nutką skeptycyzmu – bo przecież wszystkie recenzje do tej pory były dobre. Podstawowy Brzdęk, nawet opatrzony dodatkami, wydawał nam się nudny i powtarzalny i obawiałam się, że tu będzie podobnie. I och, jak się zdziwiłam! Historia była bardzo wciągająca od samego początku. Szybko wjechały naklejki i inne tajne skrytki – uwaga, nie warto ich chować do pudełka po każdym użyciu.

W gruncie rzeczy większość jest jak w Brzdęku, który znami i koch…, z którym mamy skomplikowane relacje. Masz 10 kart na początku, wybierasz 5, potykasz się kilka razy, przesuwasz o jedno pole, kupujesz jakąś tanią kartę. Przez kilka rund szwędacie się po przedsionku, aż w końcu uzbieracie wystarczającą ilość żółtych trzewików i naparzacie do najcenniejszego skarbu, a potem staracie się za wszelką cenę wygrzebać. No i zawsze znajdzie się jeden, który zabierze pierwszy z brzegu artefakt i będzie rechotał przy wyjściu, wyciągając kostki z worka.

Acquisition Incorporated zmienia to na lepsze. Historia i questy zmuszają nas do zboczenia z normalnej ścieżki, czasem komplikują plany, czasem podsuwają pod nos lepsze skarby, niż te, które akurat posiadamy.. to taki trochę Brzdęk Schrödingera – jednocześnie warto i nie warto być chciwym, i nie dowiemy się o tym aż do końca każdego scenariusza.

Czasem musimy współpracować, czasem jesteśmy bardziej kompetytywni niż byśmy tego chcieli. W naszym wypadku szczególnie jeden scenariusz zapewnił wiele emocji, i zakończył się wynikiem 111:110. Szaleństwo. Patrząc na całość kampanii, wyniki wcale nie były tak bardzo od siebie oddalone. Dodatkowo walczymy o bycie w centrum uwagi, no bo kto tego nie lubi. No ale przecież nie ważne, kto wygrał, skoro wszyscy się dobrze bawili, prawda? A o to czasem trudno w dłuższych rozgrywkach. Taki Charterstone na przykład – nadal go nie skończyliśmy, bo jest frustrujący, i nie bawimy się dobrze, jednak bardzo mnie obchodzi kto wygra.

Brzdęk! Legacy się nie nudzi, nie dłuży i nie frustruje. Zmusza do podejmowania decyzji, czasem nie zawsze takich, jakie byśmy chcieli. Czasem chcielibyśmy cofnąć się o dwa kroki, bo ktoś inny wypełnił quest i pojawia się nowa opcja, dosłownie o krok od nas – krok, który właśnie zrobiliśmy. Więc może jednak frustruje? Ale zawsze przecież są inne opcje, plansza jest duża, całe życie przed nami, świat uśmiecha się do nas.. otworem. Czasem tylko nie tym, ktòrym byśmy chcieli.

EPILOG

Przy tak wielkim sukcesie franczyzny, wersja legacy była musem. Teraz tylko czekamy na wersję kościaną czy roll&write. W gąszczu gier tego typu trzeba się czymś wyróżnić. Mechaniką, grafikami, historią. Acquisition Incorporated wyróżnia się poczuciem humoru. Gra samej siebie nie traktuje poważnie i Wy też nie powinniście.

Niebanalne zakończenie, wciągająca historia, szybka rozgrywka. Po zakończeniu żałuję, że zajęło nam to tylko kilka dni. Rada dla Was : rozciągajcie w czasie ile możecie. Ostatnie dwie partie były napięte jak baranie klejnoty. Może nie jakieś super epickie, ale przy takiej dawce losowości na pewno trzymały nas na krawędzi krzeseł.

Niektóre kampanie mają to do siebie, że nagradzają zwycięztwem tego, kto wygrał ostatni scenariusz. Inne wychwalają tych, ktòrzy zwyciężyli w większości rozgrywek. Brzdęk! Legacy ma na to bardzo fajne rozwiązanie. Ale ciiiii.. bo spoilery.

Więcej nie powiem, bo nie chcę nikomu popsuć zabawy. Jeśli macie pytania bezspojlerowe – piszcie. A jeżeli chcecie zgłębić tajemnicę Brzdęku, bo nie lubicie niespodzianek, piszcie w wiadomościach prywatnych na Facebooku.

0 Udostępnień