Death May Die – Recenzja

Uniwersum Lovecrafta wydaje się studnią bez dna. Nowe gry z Cthulhu w roli głównej pojawiają się co roku, a my nadal kupujemy. Czy Death May Die to kolejna turlanka z przedwiecznymi? Czy oddech starszych bogów powiewa nudą czy świeżością?

„Nie jest wcale martwym to, co drzemie wiekami,
Nawet śmierć umiera z dziwnymi eonami”

Gier o Cthulhu mało nie jest, co pozwala nam na dobranie idealnej dla nas. TU znalazłam listę różnych gier o tej tematyce, a ja sama będę mówić o tym, jak Death May Die wypada na tle starszych tutyłów.

Death May Die i Ostatnia Godzina pojawiły się na rynku mniej więcej w tym samym momencie. Fantasy Flight Games ma monopol na Cthulhu, jednak w tym wypadku, to CMON wyszedł na pierwszy plan. Ostatnia Godzina okazała się bardzo słabym ruchem ze strony FFG (opinia bazowana na wielu recenzjach), natomiast Death May Die to tegoroczna niespodzianka z Kickstartera.

Mechanika DMD jest prosta i dynamiczna. Wykonujesz trzy akcje, dobierasz kartę Mythos, walczysz lub coś odkrywasz i kończysz swoją turę. Zanim się obejrzysz, znów jest Twoja kolej.

WYKONANIE

Mówimy tu o CMON, czyli wiemy, że będzie dużo plastiku, i że ten plastik będzie zacnej jakości. Minaturki mają dużo detali, dlatego łatwo je pomalować nawet tym, którzy mają dwie lewe do farb. Nie trzeba ich składać czy nakładać na bazy, tak jak w Posiadłości Szaleństwa, co jest dużym plusem. Z drugiej jednak strony trudniej przenieść je na przezroczyste bazy, jeśli komuś na tym zależy.

Grafiki są bardzo ciekawe, zróżnicowane, wiele detali. Jedyne co mnie trochę kłuje w oczy, to małe strzałki przy drzwiach. Niby mają ułatwić rozróżnianie tego, gdzie są przejścia a gdzie ich nie ma, ja jednak wolałabym by tych strzałek nie było.

Każdy scenariusz i każdy Przedwieczny jest w osobnym pudełku, co ułatwia przechowywanie i ustawienie planszy przed grą.

ATMOSFERA

Death May Die nie opiera się na narracji. Jest jakiś tam wstęp do danego scenariusza, ale nie spotkacie się z paragrafami tekstu, wydarzeniami i tym podobnymi, jak w Horrorze w Arkham LCG czy Posiadłości. To jednak nie znaczy, że atmosfera nie istnieje. Wszystko jest dynamiczne i trochę chaotyczne, co pewnie odzwierciedla jak takie sceny rozgrywałyby się w rzeczywstości.

To samo tyczy się sporu o to, czy miniaturki nie są za duże względem rozmiaru niektórych pól na planszy. Z jednej strony, tak, jest to frustrujące, kiedy staramy się umieścić Cthulhu, dwóch kultustów, i trzech badaczy na jedym małym kwadraciku. Z drugiej strony przecież Przedwieczni do najmniejszych nie należą, i wyobrażam sobie, że gdyby Cthulhu wszedł do mojego pokoju, dużo miejsca by tam nie zostało. Spór jest o to, czy powinien być limit postaci na polu. Ja uważam, że takie limity tylko utrudniają grę. Zostawmy ją tak, jak jest – streamlinowa.

W porównaniu jednak do Posiadłości, problem mam taki, że scenariusze są powtarzalne. W tej pierwszej, nie wiemy do końca czy mamy złamać kod czy przesunąć statuę, ale kiedy to zrobimy, wygrywamy grę. W DMD musimy wykonać zadanie ze scenariusze i dodatkowo ubić Przedwiecznego. Tu jednak łatwiej jest o tyle, że wiemy co mamy zrobić w obydwu sytuacjach, jednak dzięki kartom Mythosu gra nie jest przewidywalna.

REGRYWALNOŚĆ

W podstawowym pudle mamy dwa pudełka z Przedwiecznymi – Hasturem i Cthulhu, oraz 8 pudełek scenariuszy. To wszystko możemy mieszać, zatem postawowa gra daje nam 16 różnych rozgrywek. Nie mają one tajemnic czy zagadek, tak jak Posiadłość, a zatem regrywalność jest bardzo duża.

Scenariusze nie są banalnie proste, ale nie są też niemożliwe do wygrania. Z reguły, kiedy wygrywamy, jesteśmy na skraju szaleństwa.

TRUDNOŚĆ I CZAS

Jak już wspomniałam, gra jest bardzo streamlinowa. Łatwo jej nauczyć, zasady są proste, nie ma wielu symboli, które mogłyby wprowadzać zamieszanie. W przypadku do Posiadłości, w której każdy bohater ma inne specjalne umiejętności, nie ma opcji wyuczenia się ich na pamięć, co utrudnia tłumaczenie gry nowicjuszom. W DMD jest kilka umiejętności pomieszanych pomiędzy badaczami, co ułatwia sprawę.

Nie mamy wiele punktów życia i stresu, ale te można uleczyć. Jeśli chodzi o szaleństwo, to wydarzyło się tu coś bardzo dobrego. Za każdym razem, kiedy znacznik szaleństwa dotrze na czerwone pole, wybieramy jaką umiejętność ulepszyć. Czyli im bardziej jesteśmy szaleni, tym lepsi jesteśmy w tym, co robimy. BOOM!

Gra jest też raczej z tych szybszych. Dwuosobową rozgrywkę zamykamy w godzinie – no chyba, że wcześniej umrzemy.

OCENA

9.5/10

Death May Die baliśmy się bardzo. Były wątpliwości, w końcu to Kickstarter, do tego Ostatnia Godzina zebrała słabe recenzje.. baliśmy się, że to zmierzch Chtulhu.

DMD okazała się jedną z najlepszych niespodzianek 2019!

Death May Die nie pobija mojej ulubionej Posiadłości, ale depcze jej po piętach. Jeśli są przy stole nowicjusze, lub kiedy mamy tylko godzinkę na rozgrywkę, postawimy na pewno na DMD.

BONUS – jeśli nie wiesz, którą grę o Cthulhu wybrać, kliknij play 🙂

0 Udostępnień