Nie mam czasu

Gry typu ‚real time’ to takie, w których wszystko dzieje się w czasie rzeczywistym. Rozkładają się one w wachlarz opcji – od słownych potyczek, poprzez rysunki, do zabijania kosmitów. Czy wszystkie tak samo przysparzają stresu jak i emocji?

Nie lubię presji. Nie lubię się spòźniać. To mnie stresuje. Nie lubię się stresować. Z tego by wynikało, że ‚real time’ games nie goszczą na naszych półkach. Fakt, niektóre przysparzają mnie o palpitacje, ale są też takie, po które sięgam z chęcią. Ustaw timer i GO!

MAGIC MAZE

Ta gra plasuje się dość wysoko na liście Matta, bo nie ma on zbyt wiele stresu w pracy. Ja po długim i ciężkim dniu chcę się przy grze zrelaksować. A tu się okazuje, że mam ukraść jakieś artefakty, wybiec ze sklepu i przy okazji nie mogę się odzywać. Aha, no i ten wielki czerwony pionek wprost z koszmarów. Taka nowa forma komunikacji – jeśli za wolno myślisz, to najpierw nim trochę pohałasuję, a potem rzucę nim w Ciebie. Presja czasu nie jest największym problemem, ponieważ można klepsydrę dwa razy w ciągu rozgrywki zresetować. Lubiłabym, gdyby nie zmowa milczenia.

GRETCHINY!

Jak może już wiecie z tą grą się rozstaje, ale bynajmniej z powodu jej mechaniki. Matt się z nią nie polubił mimo, że kiedyś zagrywał się w Warhammera i mieliśmy nadzieję, że ta tematyka go przekona. Tu ścigamy się przez pustynię i rzucamy kośćmi, dopóki ktoś nie krzyknie AAARGH! Wtedy wszyscy biorą ręce ze stołu i niech się dzieje co chce. Chciałeś jechać prosto i dobrać karty? Cóż, zamiast tego skręcasz w lewo i taranujesz koleżankę, obydwoje wybuchacie. Losowość – wysoka.

KERO

Jedna z moich ulubionych gier o tematyce postapo. Jeździcie cysternami przez pustkowie, starając się zdobyć pomocnych ludzi, sprzęt i władzę nad lokacjami. Nie dość, że czas Waszej tury jest ograniczony do zawartości baku, to nigdy nie wiecie, kiedy nastąpi koniec gry. W swojej kolejce stawiasz swoją cysternę-klepsydrę na odwłoku i rzucasz kośćmi jak szalona. Kiedy wypadnie to, co chcesz, zatrzymujesz czas. Kiedy zabraknie paliwa, trzeba zatankować. Jeśli zagrzeje Ci się silnik – wybuchasz. Jeśli jednak udało Ci się zdobyć jakieś zasoby czy załogę, cieszysz się jak prosiak w błocie.

PROJECT ELITE

Jeśli czytaliście mój poprzedni wpis, to już znacie tę grę. Jeśli nie, to zapraszam TU.

FUSE/FLATLINE

Jeśli nie lubicie matematyki, to dodawanie pod presją czasu nie jest dla Was. Fuse to gra, w której rozbrajamy bomby. Bomby złożone są z cyfr i kolorów. Aby je rozbroić, trzeba ułożyć odpowiednie kombinacje z kości. Te z kolei losujemy z torebki i rzucamy na stół. Każdy może (i musi) wziąć tylko jedną. Jeśli jakaś kość zostanie na stole, wszystkie inne tego koloru lub tej wartości wybuchają.

CIĘŻARÒWKĄ PRZEZ GALAKTYKĘ

Kiedyś, za starych dobrych czasów, kiedy to nie mieliśmy zbyt wielu gier, na stole rządziły klasyki jak Dungeon Quest czy Wsiąść do Pociągu (ble!). Wśród nich był też Galaxy Trucker. Kiedy zaznajomiliśmy się lepiej ze światem planszowym, okazało się, że ta gra jest po prostu zbyt losowa. Najlepszą jej częścią jednak okazało się budowanie statków kosmicznych właśnie pod presją czasu. A to, co dzieje się potem, to zupełne na chybił trafił. To, co w tej grze najsłabsze, naprawił Mike Page tworząc grę Scavvers, która niedługo ma trafić na Kickstartera.

STEAM PARK

Kolejna z tych, które ja uwielbiałam, a Matt nie znosił. W sumie, chyba nikt prócz mnie w naszej grupie nie był fanem, dlatego musieliśmy się rozstać. Ja mam do tej gry sentyment, ze względu na lata spędzone z Rollercoaster Tycoon. Budowanie parkòw rozrywki zawsze do mnie przemawiało. Do tego w klimacie steampunk! No ale ten czas.. Rzucamy kośćmi jak wariaci na karuzeli, żeby wybudować nowe atrakcje w naszym parku i zachęcić gości do oddania nam ich pieniędzy, bo to one wygrywają nam grę. Dla mnie to była świetna rozrywka, dla innych – tragedia na szynach.

ESCAPE THE CURSE OF THE TEMPLE

I już ostatnia pozycja, bo czas. W tej kooperacii będziemy starali się rzucać kośćmi szybko i ostrożnie, bo nie dość, że możemy utknąć, to może spaść na nas klątwa. Zostaliśmy zamknięci w starożytnej świątyni i jedynym wyjściem jest zwrócenie cennych kamieni na ich miejsce. Odpalamy ścieżkę dźwiękową i rozpoczyna się szaleństwo. Nagle ktoś krzyczy ‚pomocy!‚ i trzeba biec. Za chwilę rozbrzmiewa gong, i wszyscy mają kilka chwil, żeby dotrzeć do punktu startowego. Wszystko dzieje się szybko, ale jest przy tym dużo śmiechu.

KOŃCZY MI SIĘ CZAS

A jak to jest z Wami? Lubicie być pod presją klepsydry dla czystej rozgrywki?

0 Udostępnień