Z Pamiętnika Podróżnika – Władca Pierścieni : Pierwsze Wrażenia

Chcieliście jechać na zasłużone wakacje, ale bukowaliście bilet pod wpływem (chwili i alkoholu). Budzicie się rano i okazuje się, że zamiast do Świnoujścia, wybieracie się prosto do Śródzemia. Na dodatek jest to bilet w jedną stronę! Co spakować? Bo nie przyjmują reklamacji…

Wielkie, niczym bagaż podręczny, pudełko zawsze dużo obiecuje, chociaż podchodzę do niego z dystansem, bo może być jak paczka czipsów – do połowy wypełniona niczym.
Po otwarciu ukazuje się nam instrukcja i pomoc w nauce gry – choć do tej drugiej jeszcze nie udaliśmy się po poradę. Witają nas również tekturki z kawałkami planszy, i cała masa żetonów. Do tego kłania się nam jeszcze więcej kart. I na samym końcu tej parady wspaniałości są figurki, jakości… takiej, jak wszystkie inne od FFG.
No i najważniejsze – aplikacja. Tu oczywiście świat planszowy dzieli się na dwa obozy. Mnie aplikacje nie przeszkadzają, o ile nie pochłaniają całej gry. Jeśli chcę się gapić w telefon/tablet, to wolę elektroniczne wersje planszówek. Ale do rzeczy – w tym wypadku aplikacja odgrywa taką samą rolę, jak w Posiadłości czy Descent. Jeśli to Wam nie przeszkadza, to przebrnęliście przez najgorsze.

Po odpaleniu appki wchodzimy w świat dźwięków i efektów. Z jednej strony jest to narrcja wstępu, z drugiej odgłosy typu zadanie rany = odgłos szabli i rzucenie steka na szybę.
Wybieramy swoją ekipę, mamy do wyboru klasyczne postaci z prozy Tolkiena, jak i wymyślone przez FFG osobistości, których pewnie nikt nie wybierze. Nadajemy każdemu rolę, czyli kilka kart, które ułatwią naszej grupie podróż, i jedziemy z koksem. Aha, no i najważniejsze, musimy się jakoś nazwać.

Odpalamy pierwszy scenariusz, dostajemy początkowy ekwipunek i uczymy się grać. W mapie otwierającej kampanie mamy zawarte wszystko, co musimy wiedzieć o scenariuszach tego typu – z pytaniami szczegółowymi zwracajcie się do pomocy gracza, aczkolwiek jakiś dobry filmik na tubie wystarczy.
Kolejna mapa pokaże nam inny rodzaj interakcji w grze i w taki oto sposób, po dwóch scenariuszach, wiemy tyle, ile wiedzieć musimy.
Wszyscy, którzy czytają zasady i pomoc po dwa razy przed każdą grą w tym momencie wychodzą z siebie.

Bez spojlerów o scenariuszach więcej powiedzieć nie mogę. To może trochę o mechanice. Dużym plusem dla nas był brak kości. Ale przecież Posiadłość, jedna z ulubionych gier, na tym właśnie się opiera! Owszem, ale w Posiadłości kośćmi mogę skopać co najwyżej jeden scenariusz (lub, przy odrobinie szczęścia – odwłok przedwiecznym kalmarom). Podróże przez Śródziemie, jak wiadomo, to kampania, i jeśli coś w niej skopiemy, wróci to do nas na pewno i się odwdzięczy. Dlatego też karty są tu jak najbardziej naszym sprzymierzeńcem. Wiemy co mamy w talii, widzimy jakie karty zużyliśmy, obliczamy prawdopodobieństwo i wtedy decydujemy się na akcję. Grając kośćmi możemy zawsze mieć pecha, natomiast operując kartami wiemy, że w końcu nam się poszczęści. Do tego wielki plus za możliwość dzielenia ran pomiędzy grupę wrogów. Jeśli mamy dwa gobliny, każdy po 5 punktów życia, i zadamy 8 ran, to jeden umiera, a kolejny traci 3 punkty. Minusem jest rozmiar kart, nie ze względu na brak czytelności, a ciągłe ich tasowanie. Jeśli karty tylko przede mną leżą, to rozmiar nie ma znaczenia, jeśli natomiast często mam je tasować, wolę klasyczne karty. Kości mają taką przewagę, że bierzesz i rzucasz.

Wiemy, że można ulepszać bronie i kupować nowy ekwipunek, jednak po tych kilku rozegranych scenariuszach jeszcze tego w pełni nie zaznaliśmy. Tu oczekiwanie jest ekscytujące, coś jak w Descent, kiedy to wiemy, że będziemy mogli upgradeować nasz łuk, ale musimy sobie na to zapracować. Do tego możemy zmieniać role między scenariuszami. Dzisiaj Ty jesteś liderem, ale jutro poprowadzi nas Gimli, a Ty staniesz na obronie. Dlaczego by nie? Owszem, mamy sugerowane role przypisane do postaci, ale jeśli można eksperymentować, to aż żal nie skorzystać.

Kolejnym dobrodziejstwem jest mapa i jej rozmieszczenie. Jeśli uprzednio graliście w Posiadłość czy Descent (czy jakąkolwiek grę eksploracyjną), pewnie co najmniej raz pożarła Was frustracja, kiedy trzeba przeorganizować stół w połowie rozgrywki,bo nowy kafelek mapy się nie mieści. Podróże naprawiają ten problem prostym sposobem – mgła. Aplikacja od początku pokazuje nam jak duża będzie mapa, i w którą stronę będzie się rozrastać, jednocześnie nic nie spojlując. Brawo FFG!

No to jak ma się zawartość do ceny? Za te około 350zł dostajemy jedno pudełko i jedną kampanię (około 14 scenariuszy), czyli więcej niż za 400zł, które wydamy na podstawkę Posiadłości. Z kolei w Posiadłości mamy więcej żetonów i AŻ jedną figurkę więcej. Dodatki do Podróży będą na pewno i będzie ich zapewne dużo, w końcu mowa o FFG. Sama podstawka jest całkiem regrywalna, ponieważ kampanię możemy przejść kilka razy w różnym składzie i z różnym wynikiem.

Jeśli jednak chodzi o historię czy fabułę, to ukłon muszę oddać w stronę Posiadłości. Nie zrozumcie mnie źle, wszystko jest spójne i ma sens, rozgrywki są powiązane ale.. każda faza w aplikacji ma taki sam tekst, po trzecim razie przestajemy je czytać, co ujmuje klimatowi. Robi się z tego takie trochę ‚ruch lub walka, ruch lub walka, klik, klik, klik, reset’.

Nie powinno się oceniać po okładce, ale po wnętrzu już można. Dużym plusem są grafiki na kartach wzorowane na opisie postaci w książkach, a nie screeny z filmów. Grafiki jednak są malutkie, czego winą jest rozmiar kart. Z kolei kafle terenu są dość mdłe, w porównaniu takich z Descenta, gdzie każdy był zupełnie inny i pełen detali. Duże kwadratowe kafle nie pomagają w tej ocenie. Posiadłość też ma większe elementy, ale nadal są one napchane szczegółami.

Mechanika Podróży przez Śródziemie jest bardzo streamlinowa. Jeśli graliście w podobne pozycje, szczególnie te od FFG, zasady ogarniecie w pięć minut. Ustawienie na stole zajmuje jeszcze mniej, i nie potrzeba organizera – nam tym pomyślę przy okazji dodatków.

Duże pudełko z obietnicami dodatków to zawsze jest inwestycja. Czy to w świecie Tolkiena, Gwiezdnych Wojen, fantasy czy Lovecrafta. Wybierzcie ten, w którym odnajdujecie się najlepiej. A jak chcecie – wybierzcie wszystko.

My się z grą zaprzyjaźniliśmy, no i Basil znalazł pudełko swoich rozmiarów.

0 Udostępnień