Caretos – Jontek, łap za widły!

Caretos przyciągnęło mnie do siebie niebanalną okładką. To jeden z niewielu tytułów, który od razu wrzuciłam w wyszukiwarkę. Caretos to w portugalskiej tradycji młodzi mężczyźni, przebrani w kolorowe, wełniane frędzle, z doczepionymi dzwonkami i grzechotkami. Pojawiają się w wioskach i straszą mieszkańców. A co jak do tego dodamy portugalskie demony?

Caretos to lekka, przyjemna gra z dawką negatywnej interakcji. Wcielamy się w portugalskie demony, a naszym celem jest pożarcie mieszkańców okolicznych wiosek. Niestety, ci chodzą stadami, a jeźć możemy tylko pojedynczych, zagubionych wieśniaków. Musimy najpierw ich wystraszyć. Tu z pomocą przychodzą nam Caretos, ale musimy być ostrożni, bo jeśli oni natrafią na samotnika, zabiorą go nam spod nosa na zawsze.

Caretos to z jednej strony wyścig, z drugiej logiczna łamigłówka. Jest sporo losowości, jest negatywna interakcja, są ciekawe grafiki. Czy warto?

Wykonanie – świetne! Plastikowe, przezroczyste pionki, piękne i nietuzinkowe grafiki, meple o ròżnych kształtach. Bardzo kolorowa, przyjemna dla oka. Jedno zastanawia… skoro to gra o potworach, dlaczego ta plansza taka jasna?

Atmosfera – negatywna interakcja, kombinowanie na poziomie rodzinnym, podjadanie przeciwnikom pionkòw, wrzucanie potworòw do kotła. Nie sądziłam, że tak mi się spodoba.

Regrywalność – randomowe karty punktacji i akcji oraz spory wybòr potworòw daje nam dość dużą ròżnorodność. A, no i dobrze działa nawet na dwie osoby, choć mam wrażenie, że prawdziwa jatka zaczyna się przy czterech graczach.
Trudność i czas – gra jest prawie językowo niezależna, tekst pojawia się bardzo sporadycznie. Proste zasady i jasna ikonografia. Na dwie osoby zajęła nam 45 minut.
Ostatnie słowo – rodzinna gra z negatywną interakcją, o nietuzinkowej tematyce, prostej acz ciekawej mechanice i oryginalnych grafikach. Zostaje!
0 Udostępnień