Robin z Locksley – Recenzja

Na Robina czekałam dłużej niż wszyscy, bo głupek zgubił się po drodze z Sherwood do Surrey – w końcu to aż 150 mil. A kiedy w końcu przybył okazał się prawdziwym królem złodziei, bo skradł nie tylko moje serce, ale i stół!

Robin z Locksley to dwuosobowy wyścig na szachowych konikach. Nasi bohaterowie na rumakach skaczą z pola na pole aby zdobyć pożądane łupy. Te z kolei można wymienić na monety, którymi można przekupić stojących na obrzeżach planszy Minstreli. Minstrele poruszają się o tyle pól, na ile pozwalają nam nasze zasoby, lub wyżej wspomniane monety. Pierwsza osoba, która okrąży planszę dwa razy (lub zdubluje przeciwnika), wygrywa. To tak w skrócie, niewielkim, ale w skrócie.

Zasady do Robina są bardzo proste, aby nie powiedzieć banalne. Nasz konikowy mepel porusza się w taki sam sposób, jak jego szachowy kuzyn. Pole, na którym wyląduje, zostaje splądrowane – czyli płytka z niego ląduje w naszych zasobach. Łupy zdobywane podczas gry potrzebne są do wypełnienia zadań Minstreli, którzy ścigają się dookoła planszy. Minstrele przesuwają się o tyle pól, ile zadań jesteśmy w stanie spełnić – tutaj wchodzą w grę kombosy, coś czego się po tej grze nie spodziewałam, a co jest miłym zaskoczeniem.

WYKONANIE

W pudełku znajdziemy 60 kafelków łupów, 16 małych kafelków sławy, 8 dużych kafelków sławy, 2 Minstreli i dwóch Robinów (ale jak to?). Wszystko jest z dobrej jakości tektury. Niestety, na płytkach sławy są literówki i są one raczej kiepsko prztłumaczone, co prowadzi do niejasności – tu odsyłam do instrukcji, gdzie wszystko jest objaśnione dużo jaśniej. Natomiast grafiki na płytkach sławy są moim zdaniem dużo ładniejsze, niż te na płytkach łupów.

ATMOSFERA

Połączenie szachowych ruchów i wyścigu powoduje, że atmosfera jest napięta. Każdy stara się wykombinować najlepszy ruch, aby wykonać jakieś super kombo. Ze świecą szukać tu negatywnej interakcji, co absolutnie nie jest minusem. Gra jest na tyle dynamiczna, że nie zwracamy uwagi na to, co mają w zasobach nasi przeciwnicy – mimo, że czasem jest nam to potrzebne do wykonania zadania – a skupiamy się na swoich ruchach i strategii.

REGRYWALNOŚĆ

Wcześniej wspomniana strategia będzie inna podczas każdej rozgrywki. Planszę budujemy za każdym razem z losowych kafelków, co zwiększa regrywalność. Płytki sławy będą wymagały od nas bycia elastycznym, nie ma jednej strategii na wygraną. Do tego dochodzą kombosy, czyli wykonywanie kilku zadań w jednej turze. Jest coś satysfakcjonującego w obiegnięciu połowy planszy za jednym zamachem.

TRUDNOŚĆ I CZAS

Jak już mówiłam, zasady są bardzo proste, a co do czasu rozgrywki, tym można manipulować zmieniając wielkość planszy. W normalnej grze mamy trzy płytki sławy na każdy bok, dla krótszej gry układamy po dwa, a dla dłuższej po cztery. Podstawowa partia zajmuje niecałe 30 minut.

OSTATNIE SŁOWO

Robin z Locksley to dwuosobówka, która oszczędza na wyglądzie, ale wynagradza to oryginalną mechaniką. Bardzo regrywalna, szybka i dopracowana. Na stole ląduje dla relaksu bez większego móżdżenia. Warto!

Gra wylądowała u nas dzięki wydawnictwu Moria Games.

0 Udostępnień