5 Gier Poznanych w 2020

Jako, że pierwszy tydzień 2020 dobiega końca, podzielę się z Wami pięcioma grami, które poznałam w tym roku. Czy będą fajerwerki, czy zasłoni je chmura dymu?

U nas święta co roku obfitują w planszowe prezenty, dlatego limbo pomiędzy wigilią a nowym rokiem wypełnione jest grami. Dlatego właśnie mam dla Was listę pięciu gier, które poznaliśmy w nowym roku.

5. Mystery House

Zaintrygowała nas mechanika tej gry. Mystery House to gra w stylu escape room, w której planszą jest pudełko. Ma ono otwory dookoła, abyśmy mogli zaglądać do środka. To, co widzimy, wpisujemy w aplikację, która daje nam odpowiedź lub usuwa elementy planszy, pozwalając nam na wgląd w nowe pomieszczenia. Niestety, gra jest bardzo niedopracowana. Kiedy wybieramy lokację, mamy listę przedmiotów, które mogą być widoczne. Wiele z nich ma błędy ortograficzne, poza tym w ten sposób możemy przypadkiem wpaść na coś, czego nie widzieliśmy wcześniej. Aplikacja nie zapisuje naszych postępów, a przypadkowe kliknięcie przechodzi do następnego ekranu. W ten sposób tracimy część historii. W pudełku dostajemy dwie sprawy, obydwie tak samo kiepskie. No i opakowanie to ‚rękaw’ z cienkiej tektury, które rozdarło się w mgnieniu oka. Przy takiej ilości escape roomów na rynku, trzeba się czymś wyróżniać. Jedna seria zawsze coś ukrywa w pudełku, inna używa ciekawej aplikacji. W tym wypadku ciekawy jest koncept, niestety wykonanie nie powala.

Ciekawy pomysł, jednak bardzo niedopracowany. 3/10

4. Hadal Project

To pierwsza część nowej serii T.I.M.E. Stories – Revolution. Nie nakręcaliśmy się na to, bo T.I.M.E. Stories dawno straciło zainteresowanie. Rozegraliśmy wszystkie scenariusze pierwszej części, ale kilka ostatnich tylko dlatego, aby dowiedzieć się, jak to się skończy. Zawiedliśmy się. Hadal Project obiecał jedno – brak kości. Kupiliśmy z ciekawości i z nutką nadziei. Niestety, nie powaliło nas. Hadal Project to więcej tego samego z małymi zmianami. Prawda, nie ma kości, są karty, do tego można sobie pomagać w testach, to jest plus. Historia jest dość ciekawa, ale nie ma efektu wow. Ciekawy jest koncept zmieniania lokacji, nie płacimy czasem a kryształami. Jednakże, jeśli tak jak my, byliście już zmęczeni T.I.M.E. Stories, to Hadal Project nie wniesie w wasze życie nic nowego. Jeżeli jesteście wielkimi fanami poprzedniej serii, to ta Was nie zawiedzie.

Więcej tego samego, z małymi ulepszeniami. 5/10

3. Low Memory

Low Memory to kolejna część z serii Escape Tales. Po pierwszej – Rytuał Przebudzenia – byliśmy bardzo zadowoleni. Przetestowaliśmy ją na UKGE 2018 i wiedzieliśmy, że nam się spodoba – tak też się stało. Kiedy dowiedzieliśmy się o Low Memory, od razu wylądowała na liście zakupów. Pierwsze, co widzimy po otwarciu pudełka to informacja, że zagadki są trudniejsze niż w Rytuale, no i że gra dzieli się na trzy części, i każda ma trwać trzy godziny.

Pierwszą rozgromiliśmy w nieco ponad godzinę, drugą w niecałe dwie, trzecią w dwie i kilka minut. Czy zagadki są trudne? Trudniejsze niż w Rytuale – tak, niemożliwe – nie. I bardzo dobrze! Nic tak nie psuje zabawy, jak za trudne zagadki. Nie sądzę, żeby były jakieś super innowacyjne, ale wszystko ma swoje limity. Jedyne, co nas czasem uwierało to ilość matematyki, można przecież robić ciekawe zagadki bez użycia liczb. Kolejną dobrą stroną jest fakt, że nie trzeba rozwiązać wszystkich zagadek, na co pozwalają nam wybory różnych ścieżek. Przypominało mi to trochę gry od Telltale games, które uwielbiam.

Historia była ciekawa, wszystkie trzy sprawy ciekawie się rozwiązały, dużym plusem są różne zakończenia. 8/10

2. The Champion of the Wild

No i to się nazywa gra imprezowa. Nie bierzcie jej zbyt serio, najważniejsza jest dobra zabawa. Champion of the Wild to gra, której każdy z graczy wystawia jedno zwierzę do udziało w triatlonie. Zwierzęta są wytrenowane i zrobią wszystko, o co je poprosimy. A dyscypliny? Tu twórcy puścili wodze wyobraźni! Jedzenie hot dogów, patrzenie na tort bez jedzenia go, labirynt laserów… O ile Twój rekin byłby świetny w nurkowaniu, to czy poradzi sobie z kopaniem dziury? O tym zadecydują współgracze. Po każdej kategorii przyznawane są medale, które dopiero odkrywamy na koniec gry. Jak decydujemy? Poprzez otwartą dyskusję, czyt. kłótnię z totalnie pokręconymi argumentami. Dawno tak dobrze się nie bawiłam przy imprezówce, za którymi z reguły nie przepadam, ale ta zdecydowanie trafia na listę tych, które będziemy rozgrywać do upadłego. Po kilku rozgrywkach wymyśliliśmy, że będziemy ustawiać naszych najgorszych zawodników i starać się wybronić dlaczego to oni mają wygrać.

Świetny pomysł, zabawne grafiki i dużo dobrej zabawy. 9/10

1. Clank! Legacy

Jesteśmy dopiero (i aż!) w połowie kampanii, ale zachwyciła nas od pierwszego zagrania. Zwykły Brzdęk! nas ujął kilka lat temu, ale po poznaniu tego w kosmosie pozbyliśmy się tego ze smokiem. Teraz smok jednak powrócił, w plastikowej wersji legacy, i to w jakim stylu. Darcie kart, naklejki na planszy, niszczenie żetonów – dla niektórych to abominacja, ja jednak nie mogłam się oprzeć. Świetne poczucie humoru, decyzje, historia. Wszystko na najwyższym pozimie! Ocena może się zmienić po zakończeniu kampanii, ale na ten moment jest to jedna z lepszych gier legacy. Trudno mi mówić coś więcej bez spoilerów, więc jeśli chcecie wiedzieć więcej, napiszcie do mnie.

Po wielu miernych dodatkach, gra legacy to super pomysł na odświeżenie klasycznego Brzdęka! 9.5/10

Sama jestem ciekawa, jak te gry się utrzymają na koniec tego roku. A jak tam Wasze noworoczne odkrycia?

0 Udostępnień