Przewodnik po Locho-Czołgaczach

Dungeon crawlery (lub locho-czołgacze) to gry, w których grupa śmiałków przedziera się przez różne tereny i stawia czoła wielu potworom, jednocześnie zbierając artefakty. Gier tego typu jest wiele, lecz różnią się tematyką i zasadami. Na które warto zwrócić uwagę?

Zebrałam dwie listy, jedna to 5 ulubionych gier z serii, druga to 5 opinii po jednej rozgrywce – gry, które nie zostały jeszcze rozegrane ponownie – czyli takie trochę pierwsze wrażenia.

Najpierw jednak ciut o grach, które się na tej liście nie znalazły. Gloomhaven, oczywista pozycja na liście, został przeze mnie pominięty z tego względu, że jest w TOP 2 moich ulubionych gier wszech czasów i byłoby to trochę nie fair. Jest to bezapelacyjnie najlepszy dungeon crawler, ale chcę tu pokazać inne, mniej oczywiste gry. Aeon’s End ominął listę TOP 5 pierwszych wrażeń o milimetr, bo nie zrobił aż takiego wrażenia. Przy ilości gier tego typu, każda następna powinna się czymś wyróżniać, a w tym wypadku nie poczułam chemii. Podobnie z Arcadia Quest, która wydała mi się zbyt streamlinowa – jednak cały czas dobra dla początkujących i średnio zaawansowanych graczy.

Na liście nie ma też gier typowo lekkich, jak Magia i Myszy, czy Pluszowe Opowieści – przepiękne dungeon crawlery dla młodszych graczy, ale także cieszące inne pokolenia. To samo stało się z serią Brzdęk!, która mimo doskonałości (szczególnie epizod w kosmosie), wydała mi się bardziej dopasowana do listy deck builderów; czy z DungeonQuest i Magią i Mieczem, które są zbyt losowe, powtarzalne i nudne.

Nie będzie również Zombicide, z prostego powodu – mechanika nie przypadła mi do gustu ani trochę. Jest to gra, która na pewno podoba się tysiącom graczy, my jednak nie jesteśmy w tym gronie mimo, że lubimy zombie (z kilkoma nawet się przyjaźnimy). Ta pozycja, w różnych odsłonach, okazała się zbyt powtarzalna, frustrująca i nudna. Jest dobra dla początkujących graczy, gdyż nie wymaga wielkiego zaangażowania.

5 PIERWSZYCH WRAŻEŃ OSTATNIO POZNANYCH GIER

5. Fireteam ZERO
Tragicznie napisane zasady, do których trzeba zaglądać co pięć minut. Gra jest powtarzalna i po prostu nudna, co rundę więcej tego samego. Jeśli chodzi o mechanikę i porównanie, to Gears of War są dużo lepsze.

4. Claustrophobia 1643
Rozegraliśmy jedną partię i muszę przyznać, że rzadko czuję się tak poirytowana brakiem balansu w grze. Spodobała mi się tematyka, jednak zupełnie nie podeszła mi mechanika gry. Fajna dla początkujących graczy, którzy nie lubią zombie.

3. Deep Madness
Nie ukrywam, że słowo ‚madness’ mnie przyciągnęło do tej pozycji. I słusznie! Bardzo ciekawa pozycja, w której staramy sięzrealizować nasz cel, zanim pomieszczenie, w którym się znajdujemy zostanie pochłonięte przez szaleństwo. Dużo elementów, głównie z tektury, ale też dużo miniatur spoko jakości. Zdecydowanie coś dla fanów Lovecrafta, ale niekoniecznie pełne macek.

2. The World of SMOG : Rise of Moloch
Och i ach! Świetna tematyka, steampunk zawsze do mnie przemawia. Chcesz być otyłym gburem z mechaniczną ręką? Ok! Wszystko pełne jest trybików i pary, która okrasza wszystko wokół, dodając mocy przeciwnikowi. Piękne miniatury, dużo wszystkiego na stole i ciekawa mechanika. Wielki plus, na pewno wrócimy!

1. Batman Gotham City Chronicles / Conan
Oczywiście Batman musiał znaleźć się na szczycie i to nie obok byle kogo, a Conana! W Conana zagraliśmy kilka miesięcy przed przybyciem Bruce’a Wayne’a i kompanii, i naprawdę dobrze się przyjął na stole. Kiedy jednak pojawił się Batman, z pudełkami pełnymi dobroci, nie mogliśmy się oprzeć. Mechanizm taki sam jak w Conanie, jedynie więcej zasad – i zdecydowanie wszystko opisane bardziej szczegółowo (chociaż czasem aż za bardzo). Batman jednak ma specjalne miejsce w moim sercu, ale nie to przeważyło o tym, że jest na pierwszym miejscu. To jest naprawdę dobra gra!

TOP 5 LOCHO-CZOŁGACZY NA DŁUŻSZĄ METĘ

5. DOOM
Jeśli dorastaliście w latach 90′ i spędzaliście trochę czasu przy komputerze, na pewno słyszeliście o DOOMie. Planszowy DOOM to nie to samo, oczywiście, jednak nadal w podobnym duchu. Są te same potwory, znany i lubiany Cacodemon, czy słynny Baron of Hell, który napawał strachem siedmiolatków. Wersja planszowa jest bardzo przystępna. W prawym narożnku mamy czterech Marines, którzy będą starali się wyczyścić teren z demonów, których przywódca zasądzie w lewym narożniku. Wszystko ma podobną mechanikę do pierwszej edycji Descent, jednak kolejność tur jest losowa w każdej rundzie. Do tego dochodzi mechanika Glory Kill, w której zabijamy demony wchodząc na ich miejsce, jeśli mają daną ilość punktów życia. Łatwa w nauce, proste zasady, do tego dostępna luźno powiązana ze sobą kampania. Świetna gra! Raczej dla średnio zaawansowanych graczy.

4. Project Elite
Turlanka w czasie rzeczywistym, w której rozgrywka zajmuje około 20 minut. Wszystko dzieje się w zastraszającym tempie, w jednej chwili możecie być blisko wygranej, a za chwilę jesteście otoczeni przez tuziny krwiożerczych kosmitów. Czasem wydaje się, że rozgrywka jest za szybka, że wszystko kończy się za wcześnie. Ale to tylko pretekst, by zagrać na nowo! W pierwszej edycji, figurki są słabej jakości, i jest ich bardzo dużo. W kolejnej edycji, która niedawno była na Kickstarterze, wszystko jest wystrzelone w kosmos. Wszystkiego jest więcej, lepszej jakości – WOW. Nie spotkałam się z podobną mechaniką w grze tego typu – co nie znaczy, że takowa nie istnieje. Dla mnie to było jedno z zaskoczeń końca zeszłego roku! Świetna dla początkujących graczy.

3. Nemesis
Prezentuje się cudnie, miniatury świenej jakości – niektórzy mówią, że za duże, dla mnie to nie jest problem. Mechanika jest dość streamlinowa, chociaż motyw osobistego celu dodaje smaczku. Grafiki są mroczne, jednak proste i czytelne – czasem zbyt powtarzalne. Wyczuwamy napięcie przez całą rozgrywkę, ścigamy się nie tylko z czasem, ale i z resztą ekipy – nigdy nie wiadomo kto ma jaki cel. Jako wielcy fani Aliena, to była gra, która musiała wylądować na stole. Do tego odpowiedni soundtrack i jedziemy. Raczej dla zaawansowanych graczy.

2. Descent Druga Edycja
Gra, która wciągnęła mnie w ten typ. Prosta na tyle, że początkujący gracze złapią zasady, wciągająca na tyle, że i wyjadcze będą się dobrze bawić. Kampania za kampanią, scenariusz za scenariuszem. Przedzieramy się w tym fantastycznym świecie, zabijamy coraz to straszniejsze bestie, z coraz to większą łatwością. Czy to mamy precyzyjne oko i zapoatrzeni jesteśmy w łuk i strzały, czy jako Krasnolud zamieniamy się w tornado z kolczastymi toporami w każdej dłoni. Do tego pomalowane miniatury, odpowiedni nastrój i mamy naprawdę udany wieczór. Szczególnie polecana dla fanów fantasy. Wymagana aplikacja.

1. Posiadłość Szaleństwa
Nie mogło być inaczej! Nie chodzi już nawet o to czy interesujemy się prozą Lovecrafta czy nie. Posiadłość ma prostą mechanikę – świetną dla początkujących, ciekawe historie w scenariuszach – dla średnio zaawansowanych, oraz dobra mieszanka walki, eksploracji i dedukcji – dla zaawansowanych graczy. Motyw szaleństwa, różnorodność charakterów, duża liczba dodatków oraz wielorakość tematyki w scenariuszach – wszytko to składa się na doskonałą pozycję. Jeśli lubicie Cthulhu, to daje to dodatkowy plus. Wymagana aplikacja.

0 Udostępnień