Jest LeviOsa, a nie LeviosA.

Wielu z nas Harry Potter towarzyszył od najmłodszych lat. Ja sama ustawiałam się w kolejce po książki o przygodach mojego rówieśnika. Obejrzałam wszystkie filmy co najmniej trzy razy, i nadal czekam na list z Hogwartu.

Dla takiej Potterhead jak ja, rozegranie kilku partii w tę grę było musem. Harry Potter Hogwarts Battle to kooperacyjny deckbuilding dla 2-4 graczy, w którym scenariusz może zająć od 30 do 90 minut. Podczas rozgrywki wcielamy się w bohaterów serii i staramy się przebrnąć przez wszystkie siedem książek – jeden scenariusz = jedna książka.

WYKONANIE

Komponenty są dobrej jakości, karty wydają się nie wycierać, plansza też jest ok. Największym minusem dla mnie jest wykorzystanie grafik z filmów, zamiast tych, wzorowanych na opisach z książek. Do tego mam zawsze wielki żal, jeśli chodzi o całą franczyznę – i nawet J.K. Rowling podziela moje zdanie. Postaci w filmach były zbyt ładne. Ja, jako dorastająca czarownica, identyfikowałam się z Hermioną – trudne do ujarzmienia włosy, wielkie przednie zęby i zapał do nauki. W pierwszym filmie jeszcze jakoś się starali, ale później nie było śladu po tej nieatrakcyjnej kujonicy. Kiedy w książce Hermiona przeszła transformację przed balem z Victorem Krumem, nikt jej nie poznał. W filmie była to ta sama dziewczyna, tylko w ładniejszej sukience. Ok, bo dygresja się wydarza. Tak czy siak, wolałabym grafiki, niż zdjęcia z filmów. Całość jednak całkiem dobrze się zgrywa. Zasady są napisane całkiem przyjemnie, a najlepszym składnikiem pudełka są metalowe żetony kontroli.

ATMOSFERA

Czy w tej grze, tak jak w każdej książce, dowiadujemy się czegoś nowego z każdą częścią? Każdy scenariusz zapakowany jest w osobne pudełko i więcej powiedzieć nie mogę, żeby niczego nie spojlować.
Załóżcie szaty i chwyćcie za różdżki, bo na kartach z zaklęciami będzie instrukcja, jak ich użyć. Jeśli się wczujecie, przejdziecie całość przy jednym posiedzeniu. Gra chce być bardziej tajemnicza niż jest w rzeczywistości, wszystkie te pudełka i sekrety – ale tak naprawdę niespodziankę będziemy mieć może raz.

REGRYWALNOŚĆ

Tu jest problem. Rozgracie grę raz, odsłonicie wszystkie tajemice znajdujące się w pudełkach i co dalej? Grać od nowa? Ale po co? No właśnie – po co. Po rozegraniu kampanii gra wyląduje na półce w oczekiwaniu na dodatek. My przy jednej sesji rozegraliśmy 5 książek, dwie pozostałe osobno i.. tyle. Było, minęło. Nie było ani super emocji, ani blizn. Czy zagramy ponownie? Pewnie nie, bo szczerze mówiąc, każda kolejna rozgrywka to tylko więcej tego samego. Są inne rodzinne decbuildery, po które sięgam częściej, jak na przykład seria Brzdęk!, gdzie przy 30+ rozgrywkach, żadna nie była taka sama. A do tego są dodatki!

TRUDNOŚĆ I CZAS

Gra jest prosta, nie różni się niczym od innych deck-builderów. Kupujesz karty, dobierasz rękę, zagrywasz, odrzucasz, i tak w kółko. Jakaś tam jest historia w tle, ale tak naprawdę skupiasz się na ilości sukcesów. Nie ma w tym wielkiej filozofii. I tak jak wspomniałam, jeden scenariusz może trwać 30 minut, inny 90 – w zależności od tego, jak bardzo bawimy się w kotka i myszkę z Tym, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać.

OCENA 7

PODSUMOWANIE

Ciekawa pozycja zarówno dla młodszych jak i starszych fanów Harrego Pottera, chociaż raczej skierowana do młodszej publiczności. Ja sięgnęłam po nią z sentymentu, ale w przeciwieństwie do filmów czy książek, ponownie raczej nie zawitam. Gra, mimo fajnej oprawy, sprawia wrażenie jednorazowej i powtarzalnej. Dla prawdziwych Potterheadów, szczególnie młodszych – czemu nie. Są ciekawsze deckbuildery, po ten można sięgnąć z nostalgii.

0 Udostępnień